piątek, 14 lipca 2017

Rozdział X - Przelotna znajomość



No i jest. Wymęczony, nie aż tak długi jak powinien być i przepisany w 3/4. No ale przynajmniej w piątek :D




Iwo przeglądał telefon w drodze do domu samochodem Kornela. Zauważył, że w czasie, kiedy byli zajęci próbowała się do niego dobić Aurelia. Przy czym 'dobić' oznaczało kilka nieodebranych połączeń i masa wiadomości na Messengerze. Tak, to była jedna z tych rzeczy, która go niezmiernie w Aurelii irytowała. Kiedy coś chciała często to musiało być już, teraz, zaraz. Nie zmieniała podejścia nawet jeżeli chodziło o seks. Iwo uśmiechnął się kącikiem ust. No tak, ta cecha mogła być po prostu dziedziczna, patrząc na na to co dzisiaj robił z jej bratem. Nie zmieniało to jednak faktu, że skoro już i tak nie byli razem jedna wiadomość czy telefon były wystarczającym ponagleniem. W końcu już nie był jej 'własnością'.
Iwo westchnął z miną cierpiętnika, włączając aplikacje i wystukując krótką informację do dziewczyny.
I: Umarł ktoś czy co, że tak do mnie nawalasz?
Nie trwało długo, jak telefon zabrzęczał, oznajmiając nadejście odpowiedzi.
A: Normalnie masz szybszy czas reakcji na wiadomości.
I: Zajęty byłem
A: Nawet jak jesteś zajęty. Oboje dobrze wiemy, że nie odpisywałeś tylko w dwóch momentach.
Chłopak wywrócił oczy do góry nogami. Jakoś wcześniej jej te opóźnienia nie przeszkadzały... zresztą nawet nie miał zamiaru się tłumaczyć. Nawet jeżeli się przyjaźnili, miał prawo do własnego życia. I sekretów.
I: No i?
A: Jesteś teraz u siebie?
I: Nie?
A: Gdzieś na mieście? Możemy się teraz spotkać?
I: Nie.
A: Nie, że spotkać czy nie, że na mieście.
I: Oba.
A: To gdzie ty tak właściwie jesteś?
Iwo już prawie czuł ten oskarżycielski wzrok na swojej osobie. Aurelia wcale nie była taka głupia i potrafiła zaskakująco szybko i dobrze łączyć ze sobą fakty. Chyba powinna iść w ślady swojego brata, bo mogła być idealnym prawnikiem. Albo prokuratorem.
- Co jest? – zapytał Kornel patrząc na skrzywioną twarz chłopaka, który od kilku minut zawzięcie stukał w swój telefon. Dodatkowym znakiem rozpoznawczym, że coś jest nie tak były ciągłe westchnięcia i fuknięcia w kierunku aparatu. Tak, zdecydowanie coś było na rzeczy.
- Nic… twoja siostra pyta gdzie jestem. - mruknął cicho chłopak, podnosząc wzrok znad telefonu i zerkając krótko na bruneta.
- I? co jej odpisałeś? - dopytał Kornel, cały czas skupiając się na drodze.
- Jeszcze nic… ale jeżeli mnie się aż tak czepia to nie chce wiedzieć, co ty będziesz mieć w domu – dodał Iwo, wracając wzrokiem na ekran telefonu.
- Może dziewczynom ciężej idzie rezygnacja z przyzwyczajeń? Wiesz, wcześniej miała cię tylko dla siebie. Z tego co wiem to po zerwaniu też trochę czasu razem spędzaliście. A jeżeli nie, to pewnie rozmawialiście - dokończył, co jakiś czas rzucając krótkie spojrzenie w stronę Iwa.
- Mhm - przytaknął cicho chłopak. Może faktycznie nadal był na każde skinienie Aurelii? Z tym, że ona teraz rzadziej tego 'skinienia' używała. - A co, jeżeli potrafi łączyć wątki? Może się skapnie, że ty i ja, w ciemnym zaułku...
- Wątpię - przerwał szybko Kornel.
- Mówisz, że nic nie podejrzewa?
- Myślę, że jedyną osobą, która jakkolwiek może połączyć sobie jakieś wątki jest Artur. On podejrzewa, że mam kogoś na boku, a głupi nie jest. Nie mniej jednak nawet jeżeli coś podejrzewa, to tego nie wygaduje na prawo i lewo. Znam go tyle lat, że tego akurat jestem pewien.
- A co, jeżeli będzie się chciał wątpliwościami podzielić z twoją siostrą?
- Nie ma takiej opcji, nie trzymają się aż tak ze sobą - odrzekł z niebywałą pewnością Kornel. Co jak co, ale był pewien, że najpierw ze swoim odkyciem Artur przyjdzie do niego. A wtedy będzie można pomyśleć, czy takie info należy propagować dalej czy też zdusić w zarodku. - Aurelia raczej nie powiąże ciebie i mnie.
- A jeżeli by powiązała?
- Nawet jeżeli, to nie jej interes kto komu i gdzie wsadza. – odrzekł poważnie Kornel. Co jak co, ale potrafił skutecznie uciszyć siostrę. Lata praktyki na coś się przydają.
- Jeżeli nie będziemy ostrożni może się na nas natknąć. – mruknął Iwo, przeczesując palcami włosy. W sumie mieli już określoną relację, ale na dobrą sprawę nie omawiali faktu, co by było gdyby Aurelia się dowiedziała. Chociaż w sumie… przecież zerwali, Iwo miał prawo do własnego życia. A jeżeli chciał dawać przysłowiowej dupy jej bardzo przystojnemu i hojnie obdarzonemu bratu, to był chyba jego wybór i to, czy dziewczyna to akceptowała czy nie, nie miało nic do tego
- No to się natknie. Ja nie widzę problemu. Poza tym pomyśl o jej szoku, kiedy zobaczyłaby cię jęczącego, rozłożonego przede mną – odrzekł Kornel uśmiechając się delikatnie, wyraźnie drocząc się z chłopakiem. – Może zainwestuje w jakieś zabawki, kneble czy coś…
- Może jednak będziesz tak słaby, że w ogóle nie będę jęczał tylko oglądał program w telewizji – stwierdził szybko Iwo, nie chcąc nadymać jeszcze bardziej ego bruneta.
- Będziesz jęczał, stękał i sapał, gwarantuje ci to – odrzekł poważnie Kornel. – A na koniec będziesz jeszcze sam prosił, żebym robił to mocniej.
- Zaczynasz się robić bardzo wulgarny i dominujący, kiedy rozmawiamy o seksie, wiesz? – wtrącił Iwo, odwracając twarz w stronę mężczyzny. – Nie martw się, nie przeszkadza mi to. Po prostu hm, takie twoje drugie oblicze czy coś?
- Tak myślisz? A może po prostu się hamuję za dnia? - stwierdził z przekąsem Kornel, zatrzymując się na światłach i patrząc sugestywnie na szatyna. - Może tak naprawdę kilka razy w miesiącu jestem bywalcem pokoju BSDM?
- Tak też może być – odrzekł Iwo starając się zachować poważny wyraz twarzy i kiwając głową. – A tak na poważnie - dodał po chwili - Wolę, jak mówisz wszystko otwarcie. W sensie… no kurde, sam wiesz, jak to jest z laskami. - dokończył, nie bardzo wiedząc jak to zachowanie ująć słowami.
- Taaa – zaśmiał się Kornel – miałem kilka, więc wiem. Trzeba uważać, żeby nie zwiała ci z wyrka, jak chcesz coś nowego zrobić. Swoją drogą jak wychodził Grey, to podobno był szał 'ach, zrób to ze mną w łóżku!', ale jak dochodziło do palca w tyłek, to zaraz wielki ból.
Iwo wytrzeszczył oczy. Takich rewelacji od Kornela się nie spodziewał.
- Skąd takie rzeczy zasłyszałeś? - zapytał, spoglądając ciekawsko na bruneta.
- Tu i tam, u kumpli. Miałem z tego niezły ubaw, bo nigdy nie miałem takich problemów - dodał mężczyzna uśmiechając się półgębkiem.
- Aż tak eksperymentowałeś w łóżku?
- Można tak powiedzieć. - stwierdził enigmatycznie Kornel.
- Powinienem się bać?
- Nikomu krzywdy nie zrobiłem i, z tego co mi wiadomo, nikt też nie narzekał. – dodał, zerkając znacząco na Iwa.
- Reklamujesz się?
- A muszę?
- Po tej dzisiejszej próbce chyba nie.
- No właśnie.


***

Artur siedział na klatce schodowej, wpatrując się w swoje buty i co jakiś czas zerkając na zegarek. Był święcie przekonany, że zasta Kornela u siebie, jednak bardzo się pomylił. Do tego nie mógł się z nim skontaktować, gdyż głos w telefonie odpowiadał, że abonent jest teraz poza zasięgiem. Czyli albo telefon mu padł albo stało się coś gorszego.
Zanim jednak zacznie pisać do Aurelii czy jej brat żyje postanowił poczekać na niego przed drzwiami. Może po prostu pojechał spotkać się z Iwem? To była oczywiście jedna z możliwości.
Blondyn uniósł głowę, gdy tylko usłyszał charakterystyczny dzwoneczek i dźwięk otwieranych drzwi od windy.
Kornel właśnie wychodził z dźwigu, sprawdzając stan swojego telefonu i burcząc do siebie jakieś słowa.
- Dawno tak nie było, żebyś wracał po pierwszej do domu - mruknął Artur, podnosząc się ze stopnia.
Kornel uniósł głowę, nie bardzo wiedząc w pierwszej chwili co się dzieje. Już po chwili jednak dostrzegł źródło cichego, męskiego i dobrze mu znanego głosu. Artur… Jeszcze chwilę temu cieszył się, że mężczyzna go praktycznie nie nachodzi. A mówili, nie wywołuj wilka z lasu.
- Hej - przywitał się niemrawo Kornel. - Nie sądziłem, że przydzielono mi opiekunkę, która pilnuje, żebym chodził spać o rozsądnych godzinach - rzucił brunet, przechodząc koło swojego przyjaciela jak gdyby nigdy nic. Przystanął przy drzwiach, przeszukując przez chwilę kieszenie w poszukiwaniu kluczy od domu. - Zdajesz sobie sprawę, że jak czegoś potrzebowałeś mogłeś dać znać rano? Albo po prostu napisać wiadomość. - dodał, wciskając klucze w zamek i przekręcając je z cichym szczęknięciem zamka. - Chyba, że przyjechałeś po coś innego.
- Zabrałeś moje papiery z pracy. Pomyliłeś kupki na biurku Pani Asi. – Artur podążył za przyjacielem w głąb mieszkania, uważnie mu się przyglądając. Chwila obserwacji w jasnym świetle przedpokoju wystarczyły, żeby jego uwagę przykuły lekkie, owalne zaczerwienienia w okolicach szyi i obojczyka. Co jak co, ale o tej porze roku komary były mało spotykanym zjawiskiem. A nawet gdyby były… Artur dobrze wiedział skąd takie ślady mogą pochodzić.
- I tylko dlatego koczowałeś przed moim mieszkaniem? - zapytał ze zdziwieniem Kornel, spoglądajac z wysoko uniesionymi brwiami na przyjaciela. Przyjazd po dokumenty o TEJ porze był najgłupszą wymówką, jako dało się słyszeć od dorosłego faceta. Już chyba dzieci kombinują lepiej, pomyślał brunet.
- No ekh – chrząknął cicho blondyn, drapiąc się po karku i spoglądając niepewnie na przyjaciela - Chciałem też z tobą pogadać.
- Aha – odrzekł mało rezolutnie Kornel, zdejmując buty i kurtkę. – Rozumiem, że o czymś konkretnym, prawda? I na dodatek poważnym... – zwrócił uwagę, uważnie mierząc przyjaciela. Nie, to nie był Artur, który chciał sobie tak po prostu pogadać.
- Możliwe, że o czymś konkretnym – mruknął blondyn, również rozbierając się w przedpokoju, starając się udawać, że nie słyszał końcówki zdania – Kuchnia? - zaproponował, kiedy Kornel dalej nie ruszył się z miejsca.
- Może być. - kiwną głową gospodarz, kierując się w stronę łukowatego przejścia - Kawa? Herbata? Piwo?
- Kawa – odrzekł Artur, kierując się za Kornele, rozglądając się przy tym ciekawsko – A Aurelia chyba śpi, sądząc po tym, że nie ma żadnego światła z jej pokoju. Ani nigdzie indziej. – rzucił od niechcenia. Może to i lepiej, że byli w tym momencie sami.
- Wątpię. – odrzekł lakonicznie Kornel, podchodząc do zlewu z czajnikiem i wlewając do niego wodę. - Gdyby była w domu już robiłaby mi burę za to, że wszędzie zapalam światła i ją budzę. Lekki sen i te sprawy - mruknął. - No i nie wiem czy zauważyłeś, ale nie ma jej butów i kurtki. Zakładam, że wyszła i wróci rano. Przy dobrych wiatrach - dodał, krzywiąc się lekko. – To o czym chciałeś pogadać?
- Mam w sumie dwie sprawy. Pierwsza z nich wyszła dość… niespodziewanie – odrzekł spokojnie Artur, siadając przy stole w kuchni i uważnie spoglądając na przyjaciela. Cóż, może lepiej, jak teraz mu zwróci niż ma to rano zrobić jego siostra.
- Niespodziewanie? – zawtórował Kornel, nie bardzo wiedząc o co chodzi.
- Szyja – odrzekł blondyn, pokazując palcem na swojej skórze miejsca, które odpowiadały umiejscowieniu zaczerwienień na szyi Kornela.
Brunet zmarszczył brwi, nie bardzo rozumiejąc o co chodzi.
- No? To co z nią?
- Dobrze by było, gdybyś jakoś zasłonił te malinkopodobne zaczerwienienia na szyi – odrzekł Artur – Fajnie chociaż było?
Kornel chrząknął, przecierając bezwiednie kark. Następnym razem zabije Iwo, jeżeli ten za mocno przyssie mu się do szyi. A mówił, że nic nie widać! Szlag, następnym razem będzie musiał do tego przywiązywać większą wagę.
- Oboje wiemy, że masz kogoś na boku – dodał poważnie Artur, wpatrując się uważnie w przyjaciela, po którym aktualnie widać było, że delikatnie stracił rezon.
- Już ci tłumaczyłem… - zaczął Kornel spokojnie, ale blondyn przerwał mu uniesieniem ręki.
- Tak, pamiętam, nie moja sprawa, ok. Tylko, że jeżeli już ukrywać, to umiejętnie. Jeżeli nie chcesz obwieszczać światu, że z kimś się spotykasz to powinieneś takie rzeczy zachowywać dla siebie. Wszyscy wiedzą, że nie jesteś pierwszym lepszym żigolakiem, który wyrywa panienki na prawo i lewo.
Artur nie był zadowolony z tego, co zaobserwował u Kornela. Nie zmieniało to jednak faktu, że nadal byli przyjaciółmi. Nawet fakt, że blondyn był zazdrosny o uwagę swojego przyjaciela, nie zmieniał tego, że Artur niejako czuł się odpowiedzialny za niego. Cóż, skoro nie mógł chwilowo 'podbijać' do Kornela, to może przynajmniej odbudują trochę niedawno nadpsute relacje.
- To jaki jest ten drugi temat, o którym chciałeś pogadać? – zagaił Kornel, chcąc ruszyć z dyskusją dalej, zostawiając temat malinek gdzieś w tyle. Nie miał zamiaru się tłumaczyć, ale był wdzięczny, że Artur nie wypytuje go o szczegóły. A przynajmniej póki co nie zaczął.
- Pomijamy temat, co nie? - rzucił blondyn z delikatnym uśmiechem, rozpierając się bardziej na krześle. - No ok, niech będzie. Ostatnio naprawdę robi nam się dużo roboty. Sporo więcej niż jesteśmy w stanie wziąć – kontynuował spokojnie Artur. Skinął głową, kiedy Kornel postawił przed nim kubek gorącej kawy.
- No tak. Dlatego części klientów odmawiamy. Albo informujemy o najwcześniejszym możliwym terminie.
- Aha. No właśnie, pieniądze same nam się pchają do łapy, a my je po prostu odrzucamy. Może warto by wziąć jeszcze kogoś?
Kornel zmarszczył brwi, upijając łyk kawy. Artur by tego nie proponował, gdyby nie miał już pomysłu.
- Kto i kiedy – westchnął cierpiętniczo brunet, opierając się o krzesło i patrząc z rezygnacją na Artura. Miał tylko nadzieję, że jeżeli kandydat będzie do bani to będzie w stanie wybić blondynowi ten pomysł z głowy.
- Stara znajoma przeprowadza się do Poznania w przyszłym miesiącu. Jest naprawdę dobra.
- Znajoma - powtórzył Kornel. - Przecież mamy wspólnych znajomych. Nie kojarzę, abyś był zaznajomiony z kimś z innego miasta.
- No ten - chrząknął Artur. - To była przelotna znajomość. Tak wiesz, przy okazji. I to kilka lat temu - dodał na swoją obronę. - Od tego czasu spotykaliśmy się na jakimś szybkim piwie, jak przyjeżdżałem do Warszawy.
- Jezu, chyba nie chciałem wiedzieć - westchnął Kornel, siadając naprzeciw Artura i opierając łokcie o blat stołu. - No ale niech będzie. - zgodził się. - Rozmawiałeś z nią już o tym?
- Tak – odrzekł szczerze Artur, starając się nie okazywać zbytniej ekscytacji swoim pomysłem. – Ale zaznaczyłem, że mój wspólnik musi wyrazić na to zgodę. I że to na razie taki dość luźny pomysł.
- Aha – odrzekł posępnie Kornel. Mógł się tego po swoim przyjacielu spodziewać.
- To jak, umówimy się z nią i pogadamy trochę, jak już przyjedzie?
- Możemy – westchnął Kornel przecierając oczy dłonią. – A jakieś imię i nazwisko, co by można ją w necie prześledzić i zebrać trochę informacji? - zapytał brunet, starając się nie wyglądać na aż tak zrezygnowanego.
- Marlena Wierzbicka. Ale woli skrót 'Lena'.
- Oby była dobra w swoim fachu - mruknął Kornel, upijając łyk kawy z kubka. - swoją drogą nie wiedziałem, że masz jakichś znajomych, o których nie wiem.
- Ty też mi nie mówisz o wszystkim.

piątek, 7 lipca 2017

[Takie tam ogłoszenia] Publikacja kolejnej części

Hej,

tak, wiem, rozdziału w zeszłym tygodniu nie było. Chciałam napisać więcej i wrzucić w tym tygodniu, ale niestety nie da rady.
Rozdział teoretycznie jest napisany, ale... no coś mi w nim nie styka. Muszę go albo rozbić i dorzucić trochę wyjaśnień, albo poprzedzić jeszcze innym.
Pomijając już sam fakt, że wpadłam na genialny pomysł modyfikacji fabuły i trochę tekstu wywaliłam... a co za tym idzie trzeba coś dopisać.
Żeby było przyjemniej w tym miesiącu odbieram(y) dom :) Z jednej strony super, bo własny kąt, z drugiej sporo zamieszania - co niestety skutkuje tym, że wszystko idzie w odstawkę. Pisanie, malowanie, nawet maseczki na włosy.
Wybaczcie za obsówkę, w wakacje niestety spodziewajcie się ich więcej, a przełom sierpnia/września (przeprowadzka) będzie chyba najstraszniejszy.

Zastanawiam się też czy nie zaangażować Was trochę w tworzenie fabuły - gdybyście mieli jakieś pomysły, rzucajcie w komentarzach. Chętnie niektóre z nich uwzględnie.

A i ostatnio się zastanawiałam czy ogólnie ludzie wolą dostawać odrobine (np. 2 strony) opowiadania regularnie czy raczej konkretną dawkę (min 5) ale z obsówkami? Osobiście wole pełne rozdziały, długie (nawet jeżeli muszę na nie dłuuugo czekać), ale nie wiem jak jest z Wami :<.


Także tego. Przepraszam jeszcze raz, w przyszłym tygodniu mam nadzieję, że uda mi się już wszystko dopisać.
No chyba, że ktoś rzuci ciekawym pomysłem fabuły :>


Miłego!

sobota, 24 czerwca 2017

[Takie tam ogłoszenia] Ankieta

Hej!

Ogólnie jest tak, że często gęsto pamiętam swoje sny. Czasem scenariusz jest naprawdę dziwny, a w inne dni brzmi on naprawdę spoko i czasem 'rozkręcam' go sobie wymyślając co ci moi bohaterowie mogliby zrobić (nie wiem ile z Was tak ma).
No i ostatnio męczy mnie pomysł trochę romansidła o niespełnionej miłości - tylko że w wersji damko-męskiej.
Jak tytuł głosi - opowiadania treści wszelakiej - chciałabym zacząć to pisać i publikować. Pytanie tylko, czy są na to chętni. (Bo pisać to sobie mogę zacząć, ale jak mam słyszeć skargi, że nie tego  chcecie na blogu to publikacja będzie trochę słaba ;)
Ankieta jest do końca lipca. Będę dźwięczna za każdy głos.

Elo
Łokieć
Pięta
Czy coś :D

Rozdział IX - Świństewka

No i jest! Ostatnio w ogóle mam większe chęci do pisania tej opowieści :D Wena wróciła! Oby poprawność stylistyczna również.
A, no i chciałabym podziękować za wszystkie komentarze. Te mniej, lub bardziej treściwe. Może nie ma ich dużo, nie mniej jednak każdy jest dla mnie ważny i każdy praktycznie zachęca coraz bardziej do pisania (!). Nawet mój chłopak stwierdził, że 'nie mogę zawodzić swoich fanów', skoro mam już prawie 100 wejść dziennie (średnio).







- No i jak? - zapytał Kornel zatrzymując samochód na poboczu leśnej drogi. Lubił tutaj przyjeżdżać, szczególnie wieczorami. Nigdy nie uświadczył tłumów, a do samego brzegu jeziora, który był otoczony lasem, było maksymalnie trzysta metrów. No i brak latarni też robił swoje. - No no, nie spodziewałem się, że lubisz takie miejscówki - zagwizdał cicho Iwo wychodząc z samochodu i obserwując otoczenie. - Ciemno jak w dupie.
- Bez przesady - mruknął Kornel załączając alarm w samochodzie i kierując się w stronę malej, wydeptanej dróżki, która prowadziła do brzegu jeziora. - Lubię tutaj przyjeżdżać o tej porze roku. Cisza, spokój, żadnych grilowiczów ani pukających się parek - dodał spoglądając na chłopaka w ciemności. W tym otoczeniu ciężko było dostrzec jego wyraz twarzy.

piątek, 16 czerwca 2017

Rozdział VIII - Okazja



Znów bez bety, ale chyba jej nigdy nie znajdę :) 
A pisanie w trakcie wolnego wyszło bardzo dobrze BO pojawiły się pomysły na nowe rozdziały (!) Także nic tylko siadać i pisać :D
A póki co zapraszam na to, co jest. Spróbuję jeszcze to stylistycznie jakoś poprawić, ale póki co już mi się ten rozdział opatrzył.




Kolejny tydzień minął bez większych ekscesów. W poniedziałek Iwo dostał informację na temat pilnej delegacji do klienta na resztę tygodnia, więc spotkania w jego trakcie mogli sobie darować. Nie mniej jednak każdy wieczór on u Kornel wypełniali sobie rozmowami na Messengerze - bardziej lub mniej poważnymi. Na temat dnia, klientów, których spotkali, ciekawostek, które przeczytali. Ot tak po prostu zwykłe rozmowy dla zabicia czasu.
- Naprawdę jestem pod wrażeniem twojego przywiązania do telefonu - mruknął Artur, kiedy po raz kolejny zobaczył Kornela siedzącego w biurze na kanapie z telefonem w ręku i zawzięcie stukającego w niego. - Z kim tak piszesz? Czuję się zazdrosny - dodał teatralnym szeptem mężczyzna podchodząc do biurka bruneta i opierając się o nie. Zawadzki spojrzał na przyjaciela, jednocześnie wyciągając rękę po kubek z kawą. Pomimo faktu, że pani Asia nalegała, by używali tylko filiżanek (no przecież jak to, w kancelarii… kubki? Kto to widział!), to on nie chciał się pozbyć swojego ulubionego naczynia z czasów studenckich.

czwartek, 15 czerwca 2017

[Takie tam ogłoszenia] Coś dla zabicia czasu

Dzień dobry! (dobry, bo wolny)

Jest dobrze, bo od pobudki wena trzyma, więc dopisuje ile się da :) zostały mi tylko dwa rozdziały backupu więc muszę się spiąć.
Dla tych, co mangę BL lubią w każdej postaci polecam ostatnie At the end of the road 
Pomimo, że kreska mnie osobiście czasem męczy to historia naprawdę fajna.

No, także tego.

Do jutra!

czwartek, 8 czerwca 2017

Rozdział VII - Pośniadaniowy film



Jest czwartek, jest rozdział. Jak zwykle, bez bety. Ale przynajmniej stron jest więcej ;)


Prawie namacalnie dało się odczuć spadek podniecenia w pomieszczeniu. I hasło ‘namacalnie’ nie było w tym przypadku tylko metaforą.
- Ten to zawsze znajdzie moment - burknął Kornel, opierając głowę o udo chłopaka i wzdychając lekko. Naprawdę nie spodziewał się swojego przyjaciela dzisiejszego wieczoru. Zresztą w tym momencie Artur był ostatnią osobą, którą Kornel chciał widzieć. Chociaż w sumie, patrząc sytuację, w której byli jeszcze chwilę temu z Iwem to każdy był tą ‘ostatnią osobą’. Niezależnie od płci, wieku i przynależności rasowej bądź rodzinnej.
 - Nie żeby coś, ale teraz to już po ptakach. I to dosłownie - mruknął Iwo oddychając głęboko. Cholera, taka okazja umknęła mu sprzed nosa! - Idź się dowiedzieć o co chodzi, hmm? Bo on raczej nie podaruje. - dodał kiwając znacząco w stronę drzwi, od których dochodziło bardzo głośne i uciążliwe walenie. – I radzę się streszczać, bo sąsiedzi zaraz ci wyjdą na klatkę schodową i będą dopytywać… a to chyba nie jest coś, na czym ci zależy w tym momencie, co nie? – dodał ze śmiechem, patrząc, jak ciemne oczy Kornela wpatrują się w jego twarz. Kurde, facet wyglądał naprawdę ponętnie, klęcząc teraz przed jego nogami, oddychając delikatnie przez lekko rozchylone wargi i wpatrując się intensywnie w Iwa. Kurwa, kurwa, kurwa. Chłopak czuł, że i od takiego spojrzenia jest mu w stanie stanąć.
         Mężczyzna jeszcze raz spojrzał na szatyna, kiwając lekko głową i wstał z kolan. Na dobrą sprawę nie miał zielonego pojęcia co powiedzieć Arturowi ani jak go wygonić spod swoich drzwi. W kilkunastu krokach znalazł się przed drzwiami wejściowymi, w międzyczasie upewniając się jeszcze czy wygląda dość reprezentatywnie. Odetchnął jeszcze kilka razy, sprawdził czy w domu nic nie wygląda podejrzanie i otworzył drzwi z miną, która, gdyby mogła to położyłaby Artura trupem przed wejściem.
- Noo nareszcie księżniczko! Doczekać się nie mogłem. - odrzekł Artur szczerząc się od ucha do ucha w stronę Kornela. – No co, zbyt późna pora? Jest dopiero po dziewiątej! Poza tym… ej, już się kąpałeś? – zapytał, starając się zrobić krok do przodu. Został jednak powstrzymany przez wielką sylwetkę Kornela. – Ej, co jest? Nie jestem mile widziany? - zdumiał się marszcząc oczy. Coś było nie tak. Kornel nawet jak nie miał humoru to wpuszczał go, wyznaczał, ile ma czasu i że po jego upływie ma sobie iść. A tutaj proszę, jawna niechęć!
- Chciałem się położyć wcześniej spać. I tak, w tym momencie nie jesteś mile widziany. – dodał Kornel wychodząc na klatkę i przymykając za sobą drzwi. – Chciałeś coś konkretnego, czy tak po prostu dla rozrywki wydzierasz mi się pod drzwiami i w nie walisz, budząc tym samym sąsiadów? – mruknął z pretensją w głosie, opierając się ramieniem o futrynę i krzyżując ręce na piersi.
Artur zmarszczył brwi jeszcze mocniej. Coś wybitnie było nie tak. Kornel czasem był ofensywny, ale nigdy aż tak. Nawet przy budzeniu go w środku nocy nie było tak… niemiło?
- Stało się coś? – zapytał Artur, mierząc uważnie wzrokiem swojego przyjaciela. Bose stopy, dres, pomięta koszulka… niby wszystko ok.
- Nie?
- To może chory?
- Nie.
- Pornola puściłeś i chcesz sobie ulżyć w samotności?
- Tak do kurwy nędzy - syknął cicho Kornel przed zaciśnięty zęby. Jak boga kochał, zaraz przypierdoli swojemu przyjacielowi za wciskanie nosa w nie swoje sprawy. – Jeszcze jakieś pytania czy już możesz sobie iść?
Artur spojrzał jeszcze raz na Kornela, odchodząc krok w tył. Coś mu nie stykało w tej układance. Czyżby Kornel faktycznie chciał sobie zwalić? Albo może ktoś chciał mu zwalić… Kurde. 
- No już już, idę sobie - fuknął obrażony Artur, wsadzając ręce w kieszeń i obracając się plecami do przyjaciela. - Daj znać jak ci zły humor przejdzie. Normalnie byś mnie mógł po prostu wpuścić – fuknął, schodząc po schodach.
- Może to, co dla ciebie jest normalne nie wszystkim zawsze pasuje – odrzekł Kornel w stronę przyjaciela, wchodząc z powrotem do mieszkania.
Artur zapatrzył się w stronę, skąd przed chwilą dobiegły go te słowa. Przecież jeszcze w pracy było wszystko ok… skąd nagle taka zmiana nastawienia w stosunku do Artura?

Iwo siedział w kuchni na krześle pijąc drugie piwo i przysłuchując się dyskusji zza drzwi. Naprawdę był ciekaw, jak Kornel załatwi tę całą sprawę z Arturem. Wpuści go? Wyrzuci? Każe się chłopakowi schować? Przy tym facecie chyba wszystko było możliwe…
Iwo uśmiechnął się delikatnie do siebie, kiedy usłyszał odgłos zamykanych drzwi i szczęk zamka. Pojedyncza para bosych stóp skierowała się w stronę kuchni. Tak, to mogło świadczyć tylko o jednym.
- Poszedł - mruknął Kornel stając w wejściu i krzyżując ręce na piersi. - Ale podejrzewam, że magia wieczoru minęła bezpowrotnie - dodał spoglądając sugestywnie na krocze szatyna.
- Na dzisiaj tak, ale to raczej nie jest dla ciebie problemem, prawda? W końcu spuściłem z ciebie trochę powietrza. Swoją drogą musisz się częściej masturbować to dłużej wytrzymasz. Wiesz, nie za bardzo bym chciał żebyś doszedł od razu po włożeniu mi w tyłek. Chciałbym się tym nacieszyć - dodał uśmiechając się szeroko i biorąc kolejny łyk piwa.
Kornel pokiwał z niedowierzaniem głową i usiadł przy krześle delikatnie uśmiechając się do chłopaka. Sam nie wierzył, że właśnie prowadzą TAKA dyskusję.
- Skoro chwilowo brak chęci na seks to co powiesz na postawienie kolacji do piwa? - zapytał brunet spoglądając ciekawsko na chłopaka. Skoro już tutaj siedział to równie dobrze mogli coś zjeść i pogadać. Tak o, po prostu.





Artur siedział w samochodzie niedaleko bloku Kornela, obserwując uważnie wejście. Coś było ewidentnie nie tak. Nawet te trzy lata temu, kiedy Kornel spotykał się z tą laską to nie był taki hm… no właśnie. Kornel nigdy nie był TAKI. Artur westchnął cicho, opierając głowę o zagłówek fotela. Na dobrą sprawę nie był pewien czy takie oczekiwanie coś mu da, ale cóż… i tak nie miał nic innego do roboty.
- Na bank sprowadził sobie dziwkę - stwierdził głośno po jakimś czasie, przeczesując palcami włosy. - No ile można bawić się w dupczenie puszki Pandory - burknął patrząc na zegarek. Było już przed północą, więc nic dziwnego, że przez te kilka godzin czekania zdążył zgłodnieć. Całe szczęście tuż obok mieszkania Kornela był całodobowy. W ten sposób blondyn mógł się bez problemu zaopatrzyć w małe co nieco na dalszą część oczekiwania. Skoro tyle przesiedział to mógł jeszcze poświęcić godzinę czy dwie. Może uda mu się zaspokoić ciekawość.
- Dobranoc - mruknął automatycznie wychodząc z siatką wypełnioną kabanosami i energetykiem. Uśmiechnął się do siebie, wspominając czasy studiów. Wtedy przed sesją też jadał w podobny sposób. Mięso, żeby ukoić głód i cukier z kofeiną, żeby móc przeżyć nocną naukę. Taa… mimo wszystko to były bardzo beztroskie czasy, patrząc na to, co ma teraz.
Artur stanął jeszcze przed wejściem, szukając w kieszeni kluczyków od samochodu, jednocześnie patrząc bezwiednie w stronę wejścia do bloku Kornela. W pewnym momencie zatrzymał się w bezruchu, uważnie lustrując znajomą sylwetkę po drugiej stronie ulicy, która właśnie opuszczała TĘ KONKRETNA klatkę schodową. Kurwa.
 No jak chuj uwierzę, że był sam w środku, pomyślał Artur, wyjmując rękę z kieszeni i drapiąc się po brodzie i obserwując, jak Iwo oddala się w stronę postoju taxi.


Kornel musiał przyznać, że wieczór, pomimo faktu przerwania w całkiem interesującym momencie, nie był aż taki zły. Z tym chłopakiem naprawdę dało się pogadać, co szczerze mówiąc, bardzo Zawadzkiego zdziwiło. A tutaj proszę, bite dwie godziny rozmowy o książkach, filmach, nawet opowiastkach, kiedy to człowiek był młody i głupi i robił różne dziwne, niekoniecznie mądre rzeczy. Kornel westchnął cicho, spoglądając na puste butelki na stoliku do kawy. Iwo był bardzo otwartą osobą, zupełnie inną niż można by pomyśleć na pierwszy rzut oka. Pomimo tego, co się stało w kuchni, nie było później niezręcznej ciszy czy tego dziwnego, krępującego klimatu. Iwo potrafił tak pokierować rozmową, że po kilkunastu minutach gadali jak starzy kumple, o dziwo nadal luźno rozmawiając i żartując o tym, co się stało w kuchni. Kurde… chyba z żadna laską tak nie miał. Chociaż na dobrą sprawę nikt go nigdy z żadną laską nie przyłapał.
Mężczyzna zatrzymał się w półkroku idąc do kuchni z pustym pudełkiem po pizzy. Kiedy tak na dobrą sprawę po prostu z kimś rozmawiał? Bez przymuszania, bez przysłowiowej spiny, z własnej, nieprzymuszonej woli. Kiedy tak się zastanowić to oprócz Artura chyba tylko Pani Joanna, ich sekretarko-księgowa, była jego towarzyszem rozmów. A to głównie dlatego, że traktowała ich bardziej jak własne dzieci niż jak pracodawców.
Uśmiechnął się na tę myśl. Może warto jednak rozszerzyć to wątłe grono o jeszcze jedną osobę?
Z zamyślenia wyrwały go wibracje telefonu. Ruszył znów do kuchni wyjmując jednoczenie aparat z kieszeni.
I: Dotarłem.
K: :)
I: To chyba pierwszy raz kiedy wrzucasz emotkę do rozmowy.
K: Przeszkadza ci to?
I: Nie. Po prostu stwierdzam fakt.
K: Czyżbyś aż tak dokładnie zapamiętywał nasze rozmowy?
I: Wszystkich ludzi, którzy mają dobrą pamięć posądzasz o stalking?
😃
K: Nie posądziłem cię o stalking.
I: Jeszcze
K: Powinienem się zacząć bać?
I: A czy ślęczę pod twoją chatą?
K: Mam nadzieję, że nie…
Kornel zmarszczył brwi, opierając się o blat w kuchni. A co, jeżeli Iwo ma faktycznie niepoukładane pod sufitem?
I: Nie stoję, nie martw się
😃
K: Skąd wiesz, że się martwię?
I: Przeczucie?
K: A co, ono nigdy cię nie zawodzi?
I: To zależy. Przeważnie trafiam.
K: Czyli przeczycie czy udany strzał?
I: Czasem jedno, czasem drugie. Dla twojej wiadomości – pierwsze całowanie było całkiem udanym strzałem.
K: Nie bałeś się, że dostaniesz w pysk?
I: Po pijaku mniej boli. Sprawdzone empirycznie.
I: Poza tym nie dostałem w pysk. Muszę przyznać, że całkiem dobrze na tym wyszedłem, nie uważasz? Zresztą Ty też nie możesz narzekać…
K: Skąd wiesz, czy jestem zadowolony z tego wszystkiego?
I: Raczej nie chodzi się na drugą randkę po nieudanej pierwsze…
K: Myślałem, że to było piwo, a nie randka.
I: Randka, piwo, spotkanie… obojętnie.
K: Podchodzisz do tego aż tak luźno?
I: A powinienem się spinać?
K: Tego nie powiedziałem.
I: Póki co jest fajnie. Nawet jak czasem masz humory
😊
K: Nie mam humorów.
I: Masz. Ty masz humory, a nierozwiązany problem, przerwany wizytą twojego psiapsióła.
K: Twój problem opadł w momencie, kiedy Artur zaczął krzyczeć pod drzwiami.
I: Tak, ale w trakcie tej rozmowy przypomniało mi się to co masz między nogami i muszę się sobą zająć.
K: Jesteś bezwstydny - pisać takie rzeczy już po pierwszym spotkaniu?
I: Jakoś jak ci obciągałem w jego trakcie to ci nie przeszkadzało…
K: Fakt. Plus dla ciebie.
I: Cieszę się, że umiesz przyznać się do błędu. A póki co idę spać. Tobie też radzę.
K: Aż tak potrzebuje wypoczynku?
I: Sińce pod oczami same nie zejdą. To już nie ten wiek. Poza tym co ty na to, żeby iść rano pobiegać?
K: Kolejne spotkanie?
I: Bez loda.
K: No to już w ogóle bez sensu…
Kornel spojrzał jeszcze raz na wyświetlacz. W sumie… sobotę miał wolną. Nie planował niczego ciekawego, a Iwo sam proponuje. Cóż, skoro okazja sama wpada w ręce.
K: Podjechać po ciebie i idziemy na Cytadelę?
I: Chce ci się naginać taki kawał do centrum?
K: Sobotnie poranki raczej nie są zakorkowane. Myślę, że w kwadrans się wyrobię.
I: Jestem ciekaw, czy faktycznie należysz do tych pedantycznie punktualnych…
K: A ty nie należysz?
I: Jak nie trzeba, to się nie śpieszę.
I: Ale ok, będę czekać o 8. Później możesz dostać śniadanie, więc nie obżeraj się przed.
K: Śniadanie? Po udanym seksie oralnym… brzmi prawie, jakbym u ciebie nocował.
I: Nie ekscytuj się tak.
K: Aha. Spoko, będę tylko po kawie. A póki co podeślij adres, bo nie jestem pewien czy pamiętam, jak się tam dostać.
I: Myślałem, że prawnicy mają lepszą pamięć
😊
K: Cieszę się, że czasem myślisz.
I: Uwierz, nawet częściej niż ci się wydaje.

Natrętny budzik zadźwięczał w mieszkaniu. Iwo burknął coś nakrywając się tylko poduszką. Sobota, upragniony dzień wolny milionów obywateli tego kraju. Leniwe promienie jesiennego słońca przesączały się przez szare zasłony w pokoju.
Pomimo zapowiadającej się pięknej pogody jemu jakoś nieszczególnie chciało się ruszyć tyłek. Nawet Rzeźnik zawinął się w kłębek na poduszce obok i ani myślał podnosić głowę z tego ciepłego, miękkiego i przytulnego miejsca.
- Co grubasie, nie chce ci się ruszać, hmm? - zapytał chłopak spoglądając na zwierzaka i delikatnie głasząc go pod pyszczkiem. - Mnie też się średnio chce, ale zaraz przyjeżdżają po mnie, wiesz? A dokładniej przyjeżdża, i to taki jeden, nawet przystojny – dodał, uśmiechając się lekko do swojego pupila. – Może nawet dzisiaj go poznasz, będziesz miał do kogo się łasić.
Dźwięk Messengera przerwał krótki monolog chłopaka. Z cichym stęknięciem wychylił się w stronę nocnego stolika, który znajdował się tuż nad jego głową.
- Chcesz kawy? – w słuchawce zabrzmiał znajomy głos, który, jak na nieprzyzwoitą godzinę, bo aż 7:30 rano w sobotę, brzmiał naprawdę rześko.
- Jak możesz być miły przed ósmą rano w weekend? - odpowiedział pytaniem Iwo, opadając na poduszkę i przecierając twarz wolną ręką. Zwykle nie miał problemu ze wstawaniem, ale patrząc na to, że do domu zawitał koło pierwszej w nocy i zanim się położył minęła kolejna godzina… cóż, ten fakt zdecydowanie niczego nie ułatwiał.
- Uwierz, też chętnie bym się wylegiwał w wyrku, ale ktoś zaproponował poranne bieganie, a ja głupi się zgodziłem.
- To nie moja wina, że nie potrafisz być asertywny. - zaśmiał się w słuchawkę Iwo przecierając oczy. - Dziecku odmówić nie potrafisz?
- Zwalę to na winę faktu, że już prawie przysypiałem rozmawiając z tobą. - odparował spokojnym tonem mężczyzna po drugiej stronie, dobrze wiedząc, że nawet jedym palcem u nogi nie znajdował się w łózku.
- Oj zwalić to ty będziesz mógł nie tylko winę - mruknął do siebie Iwo spoglądając w sufit i uśmiechając się do siebie lekko. Musiał w duchu przyznać, że z żadną dziewczyną nie rozmawiał w tak hm… bezpośredni sposób? Zawsze starał się być miły i nie kpić z kobiet… faceci jednak to coś innego. Fakt, że nie musiał się hamować był dla niego naprawdę przyjemnym doświadczeniem, na które nie pozwalał sobie przez dłuższy czas.
- Mówiłeś coś?
- Tak, ale do kota – odrzekł Iwo wracając do rzeczywistości.
- Aha. No ok, ale to zbierasz się czy może poddajesz się i mogę wracać do wyrka spać?
- Ja tak łatwo się nie poddaję – zaśmiał się Iwo, podnosząc się do siadu z cichym jęknięciem. – Za kwadrans będę gotowy.
- Masz 10 minut. – ciche kliknięcie uświadomiło Iwa, że rozmowa została nagle przerwana.
- Sadysta – mruknął do siebie spoglądając jeszcze chwilę na aparat. Po chwili jednak szybkim ruchem odrzucił kołdrę i wstał, wzrokiem szukając swoich sportowych ciuchów. Dobrze, że prysznic bierze wieczorem. Tylko umyć zęby, ubrać się i wyjść. 10 minut powinno mu wystarczyć z nawiązką.

Kornel nie sądził, że zwykła ranna przebieżka sprawi mu tyle frajdy. Krótko przed ósmą podjechał pod kamienicę Trzeszczyńskiego. Chłopak stał oparty niedbale o murek i grzebał zawzięcie w telefonie, ignorując świat w koło siebie. Szybko jednak zreflektował się po usłyszeniu natarczywego klaksonu i już po chwili jechali ku Cytadeli wymieniając między sobą poranne przytyki.
Godzinę później wracali już spokojnym krokiem do samochodu. Zawadzki nigdy by nie przypuścił, że jeżeli chodzi o bieganie, to ma tak słabą kondycję. 40 minut truchtu i po ptokach… jakoś na siłowni potrafi z siebie więcej wycisnąć.
- Bardzo zmęczony? - zapytał Iwo patrząc na nadal lekko zaczerwienionego na policzkach mężczyznę. Krople potu na skroniach świadczyły o to, że jednak był to dla niego dość duży wysiłek. Jednak nawet z tym Kornel wyglądał naprawdę dobrze no i cóż, nic dziwnego, że większość porannych biegaczek z chęcią zawieszała na nim wzrok.
- Myślałem, że będzie lepiej - odpowiedział szczerze brunet chcąc w odruchu odgarnąć swoje włosy, jednak na czas biegania prowizorycznie spiął część gumką na czubku głowy. Może nie był to bardzo reprezentatywny styl, ale w praktyce zdawało egzamin.
- Co nie zmienia faktu, że nadal się bardzo przyjemnie biegało - odparował z uśmiechem Iwo przeciągając się lekko. Była sobota, godzina 9, w parku można było spotkać głównie porannych biegaczy i osoby wyprowadzające swoje zwierzaki na spacer. Dzięki temu nadal można było uświadczyć w miarę błogiego spokoju. - To co, reflektujesz na śniadanie u mnie?
- Czyli zaproszenie nadal aktualne? – zdziwił się Kornel, unosząc delikatnie brwi. No cóż, mało kto ostatnimi czasy zapraszał go na śniadania.
- A co, myślałeś, że przez sen gadam? Sam kazałem ci nie opychać się przed wyjściem, a nie chce mieć cię na sumieniu, jeżeli byś umarł z głodu.
- Ooo, czyli teraz ty masz dobre serduszko?
- Ja mam zawsze dobre serduszko – zaśmiał się Iwo, kierując się w stronę Kornelowego samochodu. Miał cichą nadzieję, że również na odwiezienie pod dom będzie mógł liczyć.
- W takim razie owszem, reflektuję na śniadanie. Podrzucę cię, pojadę do siebie się wykąpać i przyjadę.
- Chce ci się tracić tyle czasu na dojazdy? Myślałem, że ogarniesz się u mnie.
- Raczej wolałbym tego uniknąć - mruknął Kornel wsadzając ręce do kieszeni. - Przyzwyczaiłem się do obcowania na co dzień z małą liczbą osób, a z tego co mi wiadomo ty nie mieszkasz sam.
- Ale jest weekend, studenci są w domach po wałówki - zaśmiał się Iwo.
- A tobie już status studenta nie przysługuje, mam rozumieć?
- Nope, skończyłem na inżynierce i tyle mi wystarczy.
Kornel uśmiechnął się pod nosem. U niego takie zabawy ze studiami trwały dużo dłużej. No ale, jakby nie patrzeć, pełnią całkowicie różne zawody. Ścieżki kariery nigdzie nie są takie same.
- Pudełko nicości czy coś poważniejszego? - spokojny głos Iwa wdarł się w jego myśli.
- Pudełko nicości? - zapytał brunet nie za bardzo wiedząc o co chłopakowi chodzi.
- No wiesz, taki skecz był… internety? Porównanie kobiety do faceta?
- Nie?
- Boże, w jakim ty świecie żyjesz - zaśmiał się szatyn stając już obok samochodu. - Myślałem, że w dobie Internetu znasz chociaż trochę kultowych skeczy. Będę ci musiał go podrzucić.


- No? – mruknął Kornel wysiadając z samochodu i odbierając telefon. Był naprawdę zdziwiony czego Artur może od niego chcieć o tak wczesnej, jak na standardy blondyna,  porze. – Co tam?
- Jesteś może u siebie?
- Jestem, ale zaraz wychodzę – odrzekł Kornel, kierując się w stronę schodów na klatkę. Skoro już rozmawiał to nie było sensu czekać na windę i tracić ewentualny zasięg. – A czegoś konkretnego chciałeś?
- Sobota jest, można by gdzieś wyskoczyć.
- Myślałem, że jedyne sensowne wyskakiwanie dla ciebie to przebywanie wieczorem na imprezach – odrzekł Kornel, wchodząc szybko po schodach. Jeszcze trochę i będzie pod swoimi drzwiami. – A z tego co mi wiadomo, niedługo wybije dopiero dziesiąta rano. Ty nawet nie dzwonisz bez powodu o takich godzinach, nie mówiąc już o wstawaniu.
- Wiesz, chciałem mieć powód, żeby wybadać teren. – odparł szczerze Artur.
- Wybadać teren? – zapytał brunet, marszcząc delikatnie nos, mocując się jednocześnie z wyjęciem kluczy od domu z kieszeni. – O co ci do cholery chodzi?
- No… o wczoraj? Wiesz, nie byłeś zbyt przychylnie nastawiony.
- A… wczoraj. – Kornel chrząknął cicho. W sumie zapomniał o wczorajszej, stosunkowo niespodziewanej wizycie przyjaciela.
- No wczoraj, wczoraj. Słuchaj… jak miałeś gościa wystarczyło powiedzieć, serio. Dobrze wiesz, że nie wpraszam się, kiedy jestem nieproszony.
- Artur, słuchaj… nie mam ochoty o tym gadać – odrzekł Kornel wchodząc do mieszkania i zrzucając buty. Na dobrą sprawę średnio chciał mówić Arturowi co się dzieje w jego życiu. Jeżeli wspomni mu, że się z kimś spotyka facet nie da mu żyć. A jeszcze bardziej może nie dać mu żyć, kiedy okaże się, że spotyka się z byłym swojej siostry. Chociaż może to całe ‘spotyka się’ to zbyt dużo powiedziane…
- Haloooo – dźwięk w słuchawce przywrócił go do rzeczywistości. – Kornel, nie słuchasz mnie.
- Ja… kurde, Artur, nie jestem dzieckiem i nie muszę ci się do wszystkiego przyznawać. Po prostu nie wypytuj i nie interesuj się tą strefą, ok?
- Czyli, że coś jest na rzeczy?
- Artur, skończ – syknął mężczyzna, starając się jedną ręką ściągnąć swoje dresowe spodnie. – Po prostu przestań, ok? Wszystko jest w najlepszym porządku. Po prostu potraktuj wczorajszy wieczór jakby go nie było. Nic się nie działo.
- A… no ok. – odrzekł cicho głos w słuchawce. – Czyli, że chwilowo temat tabu?
- Można tak powiedzieć – mruknął Kornel. – A teraz wybacz, idę pod prysznic.



- Byłbyś nawet dobrą kucharką – zaśmiał się Kornel, upijając łyk herbaty. Iwo przyrządził naprawdę dobrej jakości omlety ze szpinakiem, pomidorami i żółtym serem. Kornel był fanem jajek i uwielbiał je jeść w każdej postaci, chociaż sam nie był mistrzem w kuchni. Kiedy więc ktoś mu je przygotowywał i robił to naprawdę dobrze bardzo doceniał ten fakt. – Moja siostra miała z tobą naprawdę dobrze. Warto było cię zostawić chociażby dla tych śniadań, wiesz?
- Ta – zaśmiał się cicho Iwo, kończąc swój omlet. – Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, jak je twoja siostra? Plaster szynki, pół kromki chleba i koniec, bo jest na diecie.
- W takim razie nie wie co traci. – odparował Kornel, wzruszając delikatnie ramionami.
- Aha… jak tutaj przebywała to często wychodziło na to, że Rzeźnik je więcej niż ona. A to tylko brzydki, gruby kocur…
- Naprawdę jestem pod wrażeniem imienia twojego kota. Naprawdę ty mu je nadałeś?
- A spodziewałbyś się kogoś innego? – zaśmiał się Iwo, przełykając ostatni kęs.
- No nie wiem… może pozostałości po jakiejś twojej ex czy coś. Albo może po byłym…
- Rzeźnika wybierałem sam. Nie wyobrażam sobie podejmować wspólne zobowiązania tego typu, kiedy nie jest się pewnym, że ten związek to jest naprawdę TO.
- To po co z nimi byłeś?
- Nie wiem… może po prostu chciałem, żeby to było TO i dawałem temu szansę?
- Masz dziwne podejście do związków – mruknął Kornel, odchylając się na krześle i pozwalając kotu wskoczyć na kolana. Nigdy nie był fanem zwierzaków, ale ten tutaj ewidentnie zdobył jego przychylność.
Kot Iwa był dziwny. W przeciwieństwie do reszty zwierzaków tego typu od razu podchodził do obcych. To samo stało się w przypadku Kornela, którego zwierzak wcześniej na oczy nie widział. Kiedy mężczyzna wszedł do mieszkania chłopaka z pokoju wyszedł, lub raczej – majestatycznie wytoczył się – jego kocur, od razu wchodząc między nogi gości, jak to miał w zwyczaju.
Zwierzak lubił witać się ze wszystkimi, niezależnie czy ich znał czy nie, żeby później móc ich mieć ostentacyjnie w przysłowiowej ‘pompie’
- Po tobie można się wszystkiego spodziewać – zaśmiał się mężczyzna, spoglądając uważnie na twarz chłopaka. Było widać, że jest trochę bardziej blady niż zazwyczaj, a sińce pod oczami zdradzają niewyspanie. Kornel zastanawiał się w drodze z Cytadeli do mieszkania Iwa czy nie lepiej dać mu się wyspać, ale chłopak jeszcze kilka razy zaznaczył, że Kornel ma mu dać znać jak będzie wyjeżdżał. Wtedy zabierze się za przygotowywanie śniadania.
- Masz dzisiaj coś konkretnego do roboty? – zapytał Iwo, odchylając się delikatnie na krześle przy kuchennym stole.
- Dzisiaj? Nic nie planowałem – odrzekł mężczyzna zgodnie z prawdą. Jedyną rzeczą, jaką planował było wyspanie się… ale cóż, to raczej poczeka do wieczora.
- A masz ochotę na pośniadaniowy film?
- O tej porze?
- Każda pora jest dobra, żeby oglądać film, co nie?

Iwo siedział na fotelu, raz na jakiś czas przerzucając leniwie stronę w książce, co chwilę zerkając na śpiącego na kanapie gościa. Zapowiadał się naprawdę ciekawy ‘afterek’ po śniadaniu, gdyż Kornel chętnie przystał na propozycję filmu, co jakiś czas wymieniając się uszczypliwymi uwagami z chłopakiem. Nie minęło jednak piętnaście minut filmu a Kornel już chrapał w najlepsze z głową odchyloną na oparciu kanapy. Chłopakowi nie pozostało więc nic innego, jak wyłączyć film i położyć go w jakiejś bardziej przyzwoitej pozycji.
Teraz Iwo po prostu siedział na fotelu i raz na jakiś czas przypatrywał się śpiącemu Kornelowi. Zmarszczki wokół oczu wygładzały się, wiecznie zmarszczone brwi nabierały łagodniejszego wyrazu. Brunet wyglądał młodziej, może nawet bardziej atrakcyjnie. Do tego te włosy rzucone na twarz… Iwo momentami miał ochotę zatopić w nie palce, niczym jakaś zabujana nastolatka z romansideł. I naprawdę czasem dopadały go obawy, czy jeżeli będzie ciągnąć tę znajomość dalej nie zostanie jedną z nich, żeby po jakimś czasie obudzić się z przysłowiową ręką w nocniku. No ale w końcu bez ryzyka nie było zabawy. Poza tym Kornel też raczej dobrze się czuł w towarzystwie chłopaka. Inaczej przecież by nie spędzał z nim wieczoru i poranka, a z godziny, która teraz była na zegarku, wynikało też że popołudnia. Iwo uśmiechnął się pod nosem. Może nie będzie aż tak źle? Jeszcze raz spojrzał na mężczyznę i powrócił do książki.
Iwo nie nacieszył się długo spokojem, gdyż po kilku minutach dało się słyszeć ciche pojękiwanie ze strony łóżka, które oznajmiało światu, że Kornel powoli wraca do świata żywych.
Brunet przewrócił się na plecy, jeszcze przez chwilę nie otwierając oczy i starając się dojść co się właściwie stało. Przecież jeszcze chwilę temu oglądał film z Iwem a teraz… a teraz czuł, że leży w ciepłym, przytulnym miejscu i jest mu przy tym niesamowicie błogo i wygodnie.
- Dzień dobry śpiąca królewno – cichy głos Iwa wypełnił pokój. – Chyba naprawdę nie dałem ci pospać w nocy, co?
- Jezu… długo spałem? – mruknął Kornel przecierając oczy i starając się rozbudzić. – Nie myślałem, że aż tak padnę.
- No a jednak – odrzekł chłopak, wstając z fotela na którym jeszcze przed chwilą czytał książkę i siadając obok mężczyzny na łóżku. Wykorzystując przypływ chwili pochylił się i pocałował delikatnie Kornela w usta, leniwie i powoli przeciągając pocałunek.
Z ust bruneta wydobył się cichy pomruk zadowolenia, a wargi odpowiedziały na ten czuły , niespodziewany i stosunkowo krótki gest. 
- To też było w ramach ‘dzień dobry’? – Zapytał Kornel, kiedy chłopak odsunął się od niego o kilka centymetrów, przerywając tym samym pocałunek.
- A co, nie podobało się?
- Po prostu jestem ciekaw czy tak budzisz wszystkich gości – zaśmiał się Kornel, podkładając sobie rękę pod głowę.
- Tak budzę tylko tych ciekawszych – zaśmiał się Iwo, prostując się na dobre i patrząc z uwagą na Kornela. W sumie nie wiedział, czemu to zrobił. Chyba po prostu ta chwila wydała mu się najbardziej odpowiednia ze wszystkich. – Poza tym warto też przetestować inne rodzaje pocałunków, nie sądzisz?
- A te dotychczasowe ci nie wystarczały?
- Po prostu lubię też mieć inne alternatywy – odrzekł Iwo nie spuszczając wzroku z Kornela. – Do tej pory całowaliśmy się stosunkowo intensywnie. Może czasem krótko, ale raczej intensywnie.
- I chciałeś zobaczyć, czy potrafię inaczej?
- Raczej czy potrafimy. Chociaż w sumie nie pogardziłbym, gdybyś się na mnie rzucił. W tych okolicznościach byłoby to całkiem… interesujące.
- Interesujące powiadasz…