sobota, 26 sierpnia 2017

Rozdział XI - Dopiero się rozkręcam


Kolejny rozdział. Nie jakiś porywający, ale zawsze coś. Kolejny we wrześniu ;) Bardziej w drugiej połowie.
Także tego, miłego :)


Kornel stanął przy oknie, obserwując ulicę i ludzi tłoczących się na niej, z drugiego piętra kancelarii. Uśmiechnął się delikatnie, sięgając na parapet po kubek z kawą. Dzisiaj, na całe szczęście, musiał przysiąść nad papierkową robotą, więc nie musiał opuszczać biura. Do tego miał tylko jednego petenta na dziś, który na całe szczęście zjawił się rano. Teraz pozostawał tylko święty spokój.
Chociaż, szczerze mówiąc, nie wiedział czy ten dzień mimo wszystko będzie spokojny. Wczoraj wieczorem, kiedy Iwo zaproponował mu spotkanie trochę się zdziwił. Tym bardziej, że chłopak nie chciał podać żadnych szczegółów. Na dodatek chwilę temu dostał wiadomość z informacją, jak powinien się ubrać. Nie, żeby narzekał, ale lista rzeczy, którą dostał, nie wskazywała na to, aby mieli zostać w jakimś pomieszczeniu. Kornel spojrzał z niesmakiem na swoje buty, po czym jeszcze raz na ulicę. Może pogoda nie była najgorsza, o tej porze można było ją nazwać nawet ładną, nie mniej jednak w celu przebrania się będzie się musiał przysłowiowo bujać do swojego mieszkania przez centrum. A to znaczyło mnie mniej, nie więcej tylko godzinę w korku.
Mężczyzna westchnął cicho, wyciągając z kieszeni telefon i jeszcze raz spoglądając na wiadomość. Pod koniec pracy będzie musiał przedzwonić do Iwa i dopytać się, czy na pewno ma się tak ubrać i tak właściwie, to po co… Może chłopak dzisiaj będzie bardziej skory do wyjawienia tej całej wielkiej ‘niespodzianki’.

***
Iwo siedział przy biurku, pisząc zawzięcie kod słowo po słowie, linia po linii, co jakiś czas zerkając ze zniecierpliwieniem na zegarek. Wczoraj wieczorem rozmawiał z Kornelem i jakimś cudem (albo nie cudem tylko dzięki trzem piwom) zaproponował mu randkę. Której, o dziwo, brunet nie odrzucił! Nie mniej jednak samo przekonanie go do zgodzenia się na nią trochę Iwa kosztowało. Chociaż na dobrą sprawę o wszystkim przesądził fakt, że jeśli Kornelowi coś się nie spodoba, to Iwo mu to ‘wynagrodzi’. Co raczej rozumiało się samo przez się, patrząc na to co ostatnio robili w samochodzie bruneta.
W sumie Kornel siedział już dobre kilka, może nawet kilkanaście lat w tym mieście. Może był już tam ze swoimi ex? Albo samemu, skoro lubi spokojne, odosobnione miejsca. No dobra, może latem to nie było zbyt odosobnione miejsce, bo pałętało się tam pełno spacerowiczów, biegaczy, amatorów rowerów i zakochanym parek. Nie zmieniało to jednak faktu, że w nocy i w listopadzie mieli raczej nikłe szanse, żeby spotkać tam kogokolwiek. A to znaczyło, że mogą sobie też pozwolić na więcej. Iwo uśmiechnął się delikatnie na samą myśl. Tak, zdecydowanie dałby radę namówić Kornela na małe co nieco. Musi tylko ogarnąć środek transportu, żeby brunet mógł pić. Wtedy powinno iść z górki.
Iwo skrzywił się delikatnie. Wczoraj wieczorem naprawdę wzięło go na rozterki życiowe. W końcu zaczął przyznawać sam przed sobą, że zaczynało mu zależeć na panu prawniku. Nie był pewien co wyniknie z tej dziwnej relacji, nie miał zielonego pojęcia, jak na to wszystko zapatruje się Kornel, ale cóż, świat podobno należał do odważnych. A on miał zamiar tym odważnym zostać. W końcu i tak nie miał nic do stracenia. Iwo westchnął cicho, wpatrując się w te kilka linii, które przed chwilą napisał. Jego myśli cały czas wypełniał Kornel, czy tego chciał, czy nie. Czasem miał wrażenie, że naprawdę zachowywał się jak jakaś gówniara, podkochująca się w koledze ze starszej klasy albo swoim nauczycielu. Cóż, roztrząsanie tego chyba aktualnie nie miało zbytniego sensu i należało po prostu działać.
- A póki co, do pracy rodacy – mruknął do siebie, poprawiając się na krześle.
Kilka następnych godzin Iwo wypełnił swoimi zwykłymi czynnościami, a mianowicie uzupełnianiem kawy, rozmawianiem o błahostkach z kumplami z pracy, starciami z PM’em (bo przecież poprawka miała wejść godzinę temu!), aż wreszcie nadszedł czas zbierania się do domu. Zdąży wrócić, przebrać się, zabrać ze sobą niezbędne rzeczy i ruszyć dalej, żeby zgarnąć po drodze Kornela. Sięgnął na wieszak po kurtkę, jednocześnie spoglądając odruchowo na zegarek na ręku. Za kilka minut miała wybić piąta, a jako, że z Kornelem był umówiony dopiero po siódmej, miał jeszcze trochę czasu.
Uśmiechnął się do siebie wychodząc na ulicę. Całe szczęście pogoda dalej dopisywała, chociaż już o tej porze robiło się stosunkowo ciemno. Zatłoczone ulice teraz rozjaśnione światłem latarni i reflektorów samochodów nadal były tłoczne.
Iwo ruszył przed siebie, poprawiając plecak na ramieniu i zakładając słuchawki na uszy. Coś, dzięki czemu większość ludzi, w tym on, mogło przyjemniej funkcjonować w otaczającym ich świecie.
Niestety, kiedy tylko udało mu się włączyć swojego wysłużonego iPoda, poczuł w kieszeni delikatne wibracje telefonu. Zamarł na chwilę, mając nadzieję, że to tylko krótka wiadomość, jednak kiedy telefon nadal nie ustawał w swoim uporczywym drganiu, z cichym westchnieniem wyciągnął telefon z wąskich spodni i spojrzał na wyświetlacz. Akurat tego i to o tej porze się nie za bardzo spodziewał.
- No co tam – mruknął, odbierając połączenie przyciskiem w słuchawce i przystawiając telefon do ucha.
- Hej. Przeszkadzam?
- Jeżeli byś przeszkadzał to bym raczej nie odebrał. – stwierdził Iwo, poprawiając ponownie plecak na ramieniu. – Coś się stało? Umawialiśmy się chyba dopiero na dziewiętnastą – dodał, spoglądając ponownie na zegarek na ręce. Kilka minut po piątej. Dość wcześnie.
- No tak – mruknął cicho Kornel, chrząkając cicho. – Odnośnie tego dzisiejszego spotkania…
- Odwołujesz? – przerwał szatyn, domyślając się po co brunet mógł dzwonić. Wyprostował się i powoli ruszył w stronę swojego mieszkania.
- A co, żałowałbyś? – zapytał zaczepnie Kornel, nie tracąc rezonu.
- Chyba ty – prychnął chłopak, uśmiechając się kącikiem ust. – Czyli jak, chcesz przełożyć? – ponowił pytanie
- Nie – odrzekł poważnie Kornel. – Raczej chciałbym się zapytać czemu dopiero teraz dostałem wytyczne na temat ubioru.
Iwo uśmiechnął się do siebie. Kilka godzin temu, krótko przed południem,  uzmysłowił sobie, że chodzenie w butach od garnituru i samym garniturze po mokrym błocie może nie być zbyt dobrym pomysłem. O ile w trakcie wczorajszej rozmowy pomyślał o sobie, o tyle całkowicie wypadło mu z głowy, że również zapraszaną osobę warto by o tym poinformować.
- No tak, wiem, że trochę późno, ale mimo wszystko zawsze to coś. No chyba, że wolisz ubrudzić swoje skórzane lakierki.
- Były bardzo drogie – rzucił brunet na swoją obronę. – Ale na serio, gdzie ty chcesz mnie wyciągnąć, że mam się ubrać jak robotnik? Nie chcę marudzić, ale to wcale nie przypomina randki.
- Już marudzić. I nie randki tylko prawie-randki – upomniał Iwo, zdając sobie doskonale sprawę, że pojęcie randki jest raczej zero-jedynkowe i w tym momencie raczej nie było sensu się spierać o nazwę tego spotkania.
- To jeżeli to nie jest to samo, to w takim razie PRAWIE TO SAMO – rzucił Kornel wyraźnie akcentując ostatnie słowa.
- Zaczynasz się wykręcać? – zaśmiał się Iwo, stając na przejściu dla pieszych i czekając na zielone światło. – Czy może obawiasz się, jak moja męska duma to zniesie? Z tego co pamiętam dość dobrze znoszę odmowy, zapytaj siostry.
- Nie odmawiam. Po prostu chciałbym wiedzieć, gdzie masz mnie zamiar, kolokwialnie mówiąc, wywlec.
- Takie pospolite słowa w ustach szanownego Pana prawnika? Proszę proszę. A wracając do tematu rozmowy, to zgodziłeś się, więc nie stękaj. Nic ci się nie stanie. A dowiesz się jak będziemy na miejscu.
- Aha. Śmiem powątpiewać w to, że nic mi nie będzie…
- Ale i tak cię korci, żeby sprawdzić, gdzie cię zabieram, prawda? – przerwał mu Iwo, wkładając wolną rękę w kieszeń kurtki. Wiedział, że Kornel nie lubił niespodzianek, że nie są one w 'jego stylu', ale zdawał sobie też sprawę, że niewiedza i ciekawość mogą te mniej przyjemne uczucia przezwyciężać. I na to też liczył w przypadku Kornela, i, jak widać, nie przeliczył się. - A tak na marginesie, nadal spotykamy się u ciebie w kancelarii?
- Raczej mało prawdopodobne, jeżeli mam jeszcze wrócić do domu, żeby się przebrać. Jakaś inna propozycja?
- To mogę podskoczyć do ciebie do mieszkania za jakieś półtora godzinki? Ewentualnie dwie. Wtedy też zdążę się ogarnąć.
- Może być - mruknął brunet, kiwając głową odruchowo. – Jedziemy moim samochodem?
- Raczej to nie będzie potrzebne.
- Czyli co, będę musiał iść na pieszo? Jak jakieś zwierzę? - prychnął brunet, wzdrygając się delikatnie. Nie uśmiechały mu się spacery w taką pogodę i to wieczorem. Może nie było źle, ale lato to też nie było. No i miał do dyspozycji swoje ciebie i wygodne autko. Aż grzech nie korzystać z takich możliwości.
- Nie martw się. Nie przeziębisz swojego tyłka - zaśmiał się Iwo słysząc oburzenie w głosie mężczyzny. A przynajmniej aż tak, dodał do siebie w myślach.
- Wywlekasz mnie bóg wie gdzie, do tego w nocy, w niezbyt ciepłą pogodę. Nieludzkie warunki.
- Nie uprawiam niczego co by wykraczało poza normy społeczne, więc dasz radę.
- Seks z facetem dla niektórych jest takim wykraczaniem - rzucił Kornel od niechcenia, okręcając się na swoim fotelu obrotowym w stronę okna i zakładając nogę na nogę. W sumie nie za bardzo wiedział, czemu rzucił tym tekstem, nie mniej jednak nie miał ochoty kończyć rozmowy z Iwem, a na to mogło się jeszcze przed chwilą zapowiadać.
- Dla ciebie też? - zapytał Iwo, chociaż tak naprawdę już znał odpowiedź. Z ostatnich ich rozmów jasno wynikało, że Kornel nie jest typem osoby zaglądającej ludziom do łóżek.
- Myślałem, że już sobie wyjaśniliśmy tę kwestie - upomniał go Kornel. - Jeżeli to ja jestem na górze, to raczej nie.
- Więc mogę zapomnieć o byciu hm... stroną dominującą?
- Nie, żebym cię nie doceniał, ale naprawdę musiałbyś się postarać. Nie wiem, czy dałbyś radę z przekonaniem mnie do tego.
- Przekonać – powtórzy Iwo, kierując się w stronę Starego Rynku. To słowo kryło w sobie wiele możliwości. – Jesteś sam w pracy? - zapytał nagle szatyn.
- Tak – odrzekł jasno Kornel. – Czy w innym przypadku rzucałbym przez słuchawkę tak otwarte propozycje?
- W sumie to nie wiem, może w biurze wszyscy jesteście tacy zbereźni? Kto wie, co tam się wyrabia – zaśmiał się chłopak. – A co, jeżeli uprawiacie orgie z klientami?
- Bez przesady – skrzywił się Kornel. Na samą myśl, że mógłby niektórych klientów tknąć czymś więcej niż palcem aż go mdliło. – Mam swoje standardy.
- Więc rozumiem, że interesuje cię wyższa półka?
- Można to tak nazwać.
- Czy powinienem przyjąć to jako komplement?
- A potrzebujesz takowych? Myślałem, że znasz swoją wartość.
- Teoretycznie tak, ale zawsze to fajnie usłyszeć od tej drugiej osoby. Szczególnie takiej, która przypomina niektórych modelów z okładki.
- Teraz komplement dla mnie? – zdziwił się Kornel, jednocześnie poprawiając się na krześle z uśmiechem na ustach. Może z Messengera przerzucą się na rozmowy telefoniczne? Albo takie w łóżku. Obie opcje wydają się interesujące.
- Widzisz się w lustrze, więc wiesz, jak wyglądasz.
- Pozwól, że zacytuję klasyka "Teoretycznie tak, ale zawsze to fajnie usłyszeć od tej drugiej osoby".
- A co, nikt cię nie komplementuje? - odrzekł pytająco Iwo, ignorując delikatny sarkazm ze strony Konrada. Zdążył już przywyknąć do sposobu jego wypowiedzi.
- Pani Asia się nie liczy…
- Pani Asia?
- Nasza sekretarko-księgowa.
- Ładna chociaż?
- No powiem ci, że całkiem, całkiem. Szczupła, zawsze ubrana odpowiednio. Musiała mieć naprawdę wzięcie te czterdzieści lat temu…
- To ile ona teraz ma?
- Coś po sześćdziesiątce. A co? Zainteresowany? - rzucił z rozbawieniem brunet.
- Tak wiesz, średnio. Już znalazłem sobie dziadka, z którym się umawiam. A co do tej twojej Pani Asi, to po prostu spodziewałem się kogoś młodszego…
- Jesteśmy z niej bardzo zadowoleni, więc nie widzę powodu, żeby ją zmieniać na kogoś młodszego. Poza tym to Artur jest tym, który podrywa wszystko co się rusza. - odparował spokojnie Kornel, pomijając pierwszą część wypowiedzi Iwa. Dziadek... jeszcze dorwie mu się do tyłka i pokaże co potrafi.
- Czyli powinienem się go bać?
- Wiesz, nie kojarzę, żeby rzucał się na coś w swoim rodzaju.
- Ostatnio czy w ogóle?
- W ogóle. – padła krótka odpowiedź.
Iwo uśmiechnął się pod nosem. Doskonale pamiętał Artura, który obmacywał się z jakimś innym facetem w bramie jednej z kamienic w centrum. Cóż, widocznie Kornel nie wiedział wszystkiego o swoim najlepszym przyjacielu. A to oznaczało, że albo Artur naprawdę dobrze się maskował albo to był jednorazowy, pijacki wyskok. Patrząc na Artura ciężko było stwierdzić, który scenariusz był bardziej prawdopodobny. Facet wyglądał na trudnego do rozgryzienia.
- Czyli rozumiem, że też nie mam się martwić, że zacznie nagle ciebie podrywać i okazja mi ucieknie sprzed nosa?
- Raczej nie – odrzekł Kornel, uśmiechając się delikatnie i przeczesując palcami włosy - A przynajmniej nie przewiduję tego typu rzeczy. Ze swojej strony.
- Wolisz układy na wyłączność czy raczej luźne podejście?
- Widzę, że nie tylko na komunikatorze walisz prosto z mostu...
- Zawsze to robię. Poza tym już mi to chyba wypominałeś. Ale wracając do tematu, co wolisz? - ponaglił Iwo, obserwując przejeżdżający tramwaj. Całe szczęście, że z pracy do domu miał raptem kilkanaście minut pieszo. Akurat, żeby móc uciąć sobie z Kornelem krotką pogawędkę.
- A wyglądam na osobę, która ceni luźne podejście?
- Z twoich opowieści wynika, że nie.
- Więc masz swoją odpowiedź.
- A co, jeżeli ja bym chciał coś bardziej otwartego?
- To wtedy nie ten adres. Aczkolwiek trochę późno o czymś takim informujesz, wiesz?
- To tylko pytanie. Po prostu sprawdzam, czy jesteś skory do zmian.
- Niezbyt.
- Mhm. – mruknął tylko Iwo. – Dobra, ja póki co kończę, będę za jakieś dwie godzinki. Możesz czekać na swojego księcia z bajki.
- Czyli mam rozumieć, że robię za twojego rumaka?
- To znaczy?
- Zawsze możesz mnie ujeżdżać – rzucił Kornel lekkim tonem.
Iwo parsknął śmiechem, przechodząc przez skrzyżowanie. No tak, mógł się spodziewać takich aluzji.
- Mogę to zrobić, jeżeli będziesz leżeć przywiązany do łóżka i z opaską na oczach.
- Brzmi jak te Pięćdziesiąt Twarzy Greya. To groźba czy obietnica?
- Może być i jedno i drugie. Pytanie czy lubisz BSDM.
- Nie wiem, nie próbowałem.
- No to może czas zacząć?
- Może. Swoją drogą, co będzie jak w łóżku nam się nie spodoba? Cale te obietnice szlag trafi…
- No nie wiem jak ty, ale ja jestem zadowolony z tych pierwszych prób. Jeżeli taki sam poziom trzymasz dalej to raczej nie powinno być tragedii.
- Kolejny komplement?
- A chciałbyś?
- Może, może.
- Oho, ktoś polubił bycie docenianym – zaśmiał się Iwo do słuchawki. Ta rozmowa naprawdę była przyjemna. – Nie pomyślałbym, że aż tak lubisz, jak ktoś łechta twoje ego.
- Powinieneś sobie zdawać sprawę, że nie tylko moje ego lubi być łechtane.
- Uwierz, zdaję sobie sprawę. Inaczej nie zadawał bym sobie trudu, żeby ci nadskakiwać.
- A nadskakujesz? Nie zauważyłem – mruknął Kornel prowokująco, rozsiadając się wygodniej w fotelu.
- Dopiero się rozkręcam.
 

piątek, 25 sierpnia 2017

[Takie tam ogłoszenia] Nowy rozdział

się pisze ;)
Powinien być w sobotę/niedzielę. Zmieniłam trochę koncepcję kolejnego rozdziału.
A bloga nie porzuciłam, pomysłu też, tylko czasu trochę brak :) Od października powinno iść z górki.

To do jutra :D

piątek, 28 lipca 2017

Rozdział XI - Wyprowadzam się

Stwierdzam, że nie umiem pisać. I nie, to nie jest kwestia użalania się czy coś. Po prostu nie umiem :D Gubię się w fabule momentami, nie umiem opisać prostych przeżyć, albo skaczę z wątku do wątku. Nie mniej jednak piszę dalej bo w końcu nie każdy musi być mistrzem we wszystkim.
Dlatego, pomimo, że nie jestem i nigdy nie będę mistrzem w pisaniu (pewnie nawet ocena dobry nigdy też mnie nie będzie dotyczyć) to i tak się cieszę, że już niedługo blog osiągnie 10k wejść (!!!).
Może dla niektórych to dzienna liczba wejść - dla mnie mimo wszystko to powód do dumy. Że ktoś jednak te wypociny chce czytać.
A teraz mały spoiler - w tym rozdziale absolutnie nic się nie dzieje.
Kolejny spoiler - w następnym prawdopodobnie będzie to samo.
Ale już w kolejnym akcja powinna się zacząć rozkręcać.
Także tego, rozdział jak wiadomo - niebetowany. Mam nadzieję, że uda mi się do niego zajrzeć jeszcze jutro i coś poprawić.
A póki co - miłego czytania!








Wtorkowe zajęcia były najbardziej męczącymi z całego tygodnia. Nie dosyć, że pierwsze, obowiązkowe wykłady były o 7:30 rano, to jeszcze ćwiczenia, które po nich następowały, ciągnęły się do późnych godzin popołudniowych. Dzięki temu Aurelia lądowała w domu zazwyczaj grubo po szóstej, jeżeli nie później.
Dlatego była bardzo wdzięczna za to, że udało im się dogadać z Kornelem w kwestii gotowania. O ile to teraz ona w większości ‘ogarniała’ obiady na każdy dzień, o tyle najbardziej obłożone dla niej dni dni wypełniał Kornel.
Z ulgą przyjęła fakt, że, jak co wtorek, może ze spokojną głowa wrócić do domu i zjeść coś normalnego. Cały dzień na uczelni, o kawie i jakiejś nędznej kanapce z Żabki nie był zbyt ciekawą alternatywa. Nawet w porównaniu do niezbyt urozmaiconej kuchni Kornela.
Aurelia weszła do kuchni, spoglądając z delikatnym uśmiechem na przykryty talerz. No tak, nawet porcja była już przyszykowana.
Szybkim cofnęła się do swojego pokoju, by szybkim ruchem rzucić swoje rzeczy na łóżko,  po czym szybkim krokiem znów skierowała się w stronę kuchni. Z cichym westchnieniem usidłana krześle, spoglądając na stojącą przed nią przykrytą porcję obiadową, którą, jak się po chwili okazało, jest pieczony łosoś ze szparagami. Szła o zakład, ze była to jedna z pierwszych pozycji w google, która zawierała frazę 'szybki i prosty posiłek'. Nie mniej jednak nie marudziła - w końcu kto by śmiał marudzić na łososia!
Mimo wszystko była naprawdę zdziwiona, że Kornel bez sprzeciwu zgodził się gotować. Kiedyś nie zaprzątał raczej sobie tym głowy, zamawiał zwykle coś na wynos, albo korzystał z dobroci rodziców i Aurelii, którzy dowozili mu czasem przysłowiowe słoiki. A teraz? Nawet jeżeli potrawy były do przygotowania w mniej niż dwadzieścia minut, to nadal był zdumiewający fakt, że Kornelowi się CHCIAŁO. Zupełnie nie ten sam człowiek.
Ogólnie rzecz biorąc Kornel chodził w lepszym humorze… i o dziwo zaczęli coraz częściej rozmawiali. Może nie na jakieś poważne tematu, ale takie zwykłe, proste, rodzinne sprawy. Zupełnie, jakby Kornel wrzucił odrobinę na luz... chociaż możliwe, że jej brat był już taki wcześniej, tylko po prostu Aurelia nie przebywała aż tyle w domu. Teraz to się trochę zmieniło i może dzięki temu miała szansę zauważyć, że jej brat się zmienił? Może nie stała się jakaś kura domowa i raz na jakiś czas znikała, jednak mimo wszystko częściej przebywała w domu. A co za tym idzie częściej obcowała ze swoim bratem.
Chociaż jakby porównać obecna osobę Kornela z tym, co było kwartał temu, to ten aktualny wydawał się bardziej szczęśliwy. Tak przynajmniej oceniała to Aurelia. Trochę zazdrościła tego Kornelowi. Ona póki co nie miała powodów do zadowolenia. Tak szybko, jak zaczęła się spotykać z Julką, tak szybko zerwała, gdyż po pewnym czasie znów zaczęła się oglądać za facetami. Nie, żeby zdradzała, czy coś. Na dobra sprawę wyskok z Julka, kiedy jeszcze była z Iwo to był jej jedyny tego typu epizod. Po prostu związek z dziewczyna to nie było to. Chociaż Julka była świetną koleżanką, to jednak aktualnie nie spełniała innej roli niż przyjemnej, ale chwilowej odskoczni od codzienności. Dla niektórych aż tyle, a dla samej zainteresowanej możliwe, ze tylko tyle. Z tego, co Aurelia zdążyła się zorientować Julka brała to wszystko dużo poważniej niż ona.  Dziewczyna skrzywiła się nieznacznie. Ledwo co z jednego bagna wyszła, to teraz musiała wychodzić z kolejnego. Nie mniej jednak, cóż, taka sytuacja powstała tylko i wyłącznie na jej własne życzenie.
- A ty nad czym tak dumasz? – ciche pytanie Kornela orzeźwiło trochę Aurelię, która szybko poderwała głowę znad talerza – Nie smakuje ci?
- O, hej. Co, łosoś? Jest super! - mruknęła, odzyskując rezon i spoglądając na brata, który leniwym krokiem wszedł do kuchni. - Po prostu myślałam sobie.
- Aha – odrzekł Kornel, wyjmując kubek z szafki i wstawiając wodę na herbatę. – Z miną cierpiętnika? - dopytał, obracając się w stronę siostry i zakładając ręce na piersi. Znów był tak pochłonięty rozmowa, że prawie nie zauważył przybycia siostry. Prawie, bo głośne trzaśnięcie drzwiami wejściowymi jasno uświadomiło mu, ze lokatorka z sąsiedniego pokoju właśnie zawitała w prawie swoich włościach.
- Bo to nie były za przyjemne myśli? - rzuciła, odpowiadając pytaniem na pytanie.

Kornel uśmiechnął się kącikiem ust. Szedł o zakład, ze znów chodziło o rozterki sercowe.
- O Julii myślałaś?
- Mhm. - mruknęła Aurelia, wkładając sobie do ust odrobinę obiadu.
Kilka dni wcześniej dziewczyna wróciła zdołowana po zerwaniu z Julką. Kornel znalazł ją siedzącą na kanapie bez życia i zmusił do wyznań. Chociaż zmusił to może za duże słowo, po prostu dał jej mocny alkohol… a po kilku większych łykach język jej się sam rozplątał.
I tak oto jej brat dowiedział się, że Julia może i jest spoko, ale to zdecydowanie nie TO. Czymkolwiek dane TO było.
- Tęsknisz za nią? - zapytał otwarcie, uważnie wpatrując się w swoja młodszą siostrę. Może nie nigdy nie zasłużył na tytuł najlepszego brata na świecie, ale czasem naprawdę się o nią martwił. Nawet jeżeli jej problemy wydawały mu się całkiem zabawne i wyolbrzymione, to i tak czasem mu po prostu było żal Aureli.
- Czasem – przyznała – ale to tak samo jak czasem za Iwem. Wiesz, za jakimiś przyjacielskimi pogadankami czy coś. Poza tym, jakby nie patrzeć, to raptem dopiero kilka dni - przyznała, krzywiąc się lekko. W gruncie rzeczy miała wrażenie, że ta niemiła rozmowa miała miejsce raptem wczoraj.
- Czyli chwilowo masz problemy ze swoją orientacją? – mruknął Kornel, odsuwając krzesło przy stole i siadając naprzeciwko dziewczyny. – No przecież cię nie wyrzucę z domu za sypianie z dziewczynami czy facetami. – dodał widząc na wpół przerażoną, a na wpół zaskoczoną minę siostry. – No weź, staram ci się jakoś pomóc. - rzucił, kiedy wyraz zaskoczenia nadal nie znikał z twarzy Aureli.
- No to tak średnio ci wychodzi – mruknęła patrząc na Kornela spode łba. – Wiesz, że nie musisz ze mną toczyć takich dyskusji, prawda? Znaczy wcześniej niezbyt się interesowałeś moim życiem, więc dlaczego teraz to cię interesuje?
Kornel w swoim charakterystycznym geście zmarszczył brwi. Nie spodziewał się takiego wyrzutu. Z drugiej strony może faktycznie ostatnio zachowuje się bardziej empatycznie niż w ciągu ostatnich kilku lat. Z cichym westchnieniem odchylił się na krześle, patrząc poważnie na młodszą wersję samego siebie.
- Ludzie się zmieniają, wiesz? - rzucił, starając się nie brzmieć aż nazbyt poważnie.
Aurelia spojrzała z zaskoczeniem na brata. Co jak co, ale powaga niektórych dyskusji, które toczyli, momentami ją zadziwiała. I jednocześnie przerażała, czego nie omieszkała wyrzucić Kornelowi.
- Ostatnio naprawdę dziwnie się zachowujesz, wiesz? - rzuciła, odkładając widelec na talerz. - To sprawia, że zaczynasz mnie przerażać momentami.
- Niby dlaczego?
- Bo jeszcze kilka lat temu rzuciłbyś krótkie ‘życie toczy się dalej’ czy coś w ten deseń i po prostu olał temat. Albo w ogóle byś przyszedł, zjadł obiad, rzucił kilka uwag odnośnie pogody i nic nie zauważył. - rzuciła naburmuszona. - Naprawdę Kornel, ostatnio zachowujesz się zupełnie inaczej.
- Wcale nie…
- Wcale tak – odrzekła twardo Aurelia – I naprawdę nie wiem co jest gorsze, twoja postawa sprzed kilku tygodni czy ta aktualna, wiesz?
- Jestem zbyt nieprzewidywalny? - rzucił Kornel uśmiechając się delikatnie.
- Poniekąd. Teraz ciężko rozgryźć co cię może zainteresować, a co po prostu olejesz i zostawisz w spokoju. Wcześniej można było liczyć na większą samodzielność.
- Samodzielność czy raczej święty spokój?
- Jedno i to samo. Spoko, że czasem rozmawiamy, ale nie przeprowadziłam się do ciebie, żeby mieć to samo co z rodzicami.
- Nie wiedziałem, że aż tak się o ciebie troszczyli - mruknął Kornel z zaciekawieniem, operając się o stół. - Z tego co pamiętam, ja miałem wzgledny spokój.
- Bo skupiali się na mnie. Wiesz, młodsza córeczka i te sprawy - prychnęła Aurelia z niezadowoleniem. - Naprawdę nie chciałabym, żeby nasze kontakty były podobne, to tych moich z rodzicami.
- Jestem twoim bratem, a nie kwoką.
- Jeszcze - rzuciła dziewczyna. - Chociaż myślę, że jest ok tak jak jest teraz. A właśnie - wtrąciła, wracajac do swojego obiadu - Jest jeszcze jedna sprawa, o której chciałam z tobą pogadać – mruknęła Aurelia, patrząc poważnie na swojego brata. Skoro już się powiedziało A, to można dopowiedzieć resztę alfabetu.
- No?
- Szukam pracy. Intensywnie.
- O…
- I chcę się wyprowadzić. Najszybciej, jak się da.



Kornel siedział na krześle sącząc powoli białe wino, patrząc się bezwiednie w przestrzeń za balustradą balkonu. Dzisiejsza dyskusja z Aurelią naprawdę go zdziwiła. Naprawdę nie spodziewał się aż takich rewelacji z jej strony. Z tego co pamiętał, dziewczyna lubiła wygodne życie. Lubiła nie przejmować się za bardzo problemami dnia codziennego, jak dach nad głową czy jedzenie w lodówce. Życie z rodzicami bądź Kornelem bardzo jej odpowiadało. Nic więc dziwnego, że kiedy po południu rzuciła tekstem o poszukiwaniu pracy i jak najszybszej wyprowadzce, Kornel był w dość sporym szoku. Przez kilka chwil po wypowiedzeniu przez Aurelię tego wyznania, patrzył się jeszcze ze zdziwieniem w jej stronę, jakby nie za bardzo dochodziło do niego znaczenie jej słów. Nie, żeby był przeciwny jej usamodzielnianiu się - w końcu odzyska mieszkanie tylko dla siebie. Nie mniej jednak... tak, to było zdecydowanie nie-Aureliowe podejście do spraw.
Zapytał jeszcze skąd taka nagła zmiana, jednak dziewczyna zbyła go tym, że to jeszcze nie jest czas, aby mu to tłumaczyć. Już miał polemizować z jej odpowiedzią, jednak dzwonek telefonu skutecznie przerwał ich rozmowę i Aurelia natychmiast poszła odebrać.
Może podczas tego zerwania Julka rzuciła jej kilka uwag? Albo może poznała jeszcze kogoś innego, komu chce zaimponować? Ciężko było mu zgadnąć.
Nie mniej jednak Kornel był zadowolony z faktu, że Aurelia w końcu chce stanąć na własne nogi. Że chce być samodzielna. W końcu.
Oczywiście nie zamierzał jej zostawić całkowicie samej. Pamiętał początki studiów i te obniżone, w porównaniu do aktualnych, standardy życia. Nie był pewien, czy Aurelia będzie gotowa na skok na aż tak głęboką wodę. W końcu w przypadku zbyt dużego 'szoku' mogła prosić brata o powrót pod jego skrzydła, a przecież wtedy nie mógłby jej odmówić. Co za tym idzie - w niejako jego interesie było, żeby Aurelii spodobało się życie na własną rękę.
Kornel westchnął cicho, biorąc łyk wina. Zbliżała się już połowa listopada, wieczory były nadzwyczaj chłodne, jednak mimo wszystko brunet nadal lubił przesiadywać nocą na balkonie i wpatrywać się w przestrzeń przed sobą. Miał o tyle szczęście, że przed jego oknami jeszcze nic nie wybudowano i mógł bez ogródek wpatrywać się w ciemną masę drzew.
Z tej chwili zadumy wyrwały go wibracje telefonu. Musiał przyznać, że przez znajomość z Iwo zmienił swoich kilka nawyków i przyzwyczajeń. Pierwszym z nich było trzymanie telefonu przy sobie, praktycznie zawsze.
I: Jak mija wieczór?
K: Powoli
Kornel uśmiechnął się do siebie. Iwo był chyba jedyną osobą z którą rozmawiał przez Messengera.
I: Ciężki dzień?
K: Są gorsze. A u ciebie?
I: Jak zwykle. Wstajesz, siadasz do kompa, idziesz do pracy, siadasz do kompa, wracasz do domu, siadasz do kompa.
I: Chociaż nie, jeszcze nakarmiłem Rzeźnika i byłem biegać.
K: Czyli dzień jak co dzień.
I: W moim przypadku raczej tak.
K: Aurelia ci się już chwaliła?
I: Czym?
K: Usamodzielnia się.
I: O proszę, czyli odzyskujesz mieszkanie dla siebie?
K: Jeżeli się uda, to może już w grudniu będę mieć spokój.
I: I będziesz sprowadzał sobie swoje lachony? :D
K: Kto wie, może?
I: Też bym musiał pomyśleć nad jakimś własnym lokum...
K: W sensie wyprowadzka do własnego mieszkania?
I: Nie po to kitram się na pokoju, żeby wynajmować. Jak już, to kupić.
K: 24 lata i własne mieszkanie? No proszę.
I: Bogatych stać na wszystko.
K: Długo odkładałeś?
I: Od jakichś trzech lat. Nie wyrzucam hajsu w błoto, więc trochę się tego nazbierało. Chociaż pewnie bez hipola się nie obejdzie.
K: Znam ten ból. Niby swoje, ale musisz płacić co miesiąc.
I: Ale płacić za swoje ;) A nie obcej osobie.
K: Też fakt.
I: Swoją drogą - jutro jesteś zajęty?
K: Raczej niezbyt, a co?
I: Co powiesz na prawie-randkę?

piątek, 14 lipca 2017

Rozdział X - Przelotna znajomość



No i jest. Wymęczony, nie aż tak długi jak powinien być i przepisany w 3/4. No ale przynajmniej w piątek :D




Iwo przeglądał telefon w drodze do domu samochodem Kornela. Zauważył, że w czasie, kiedy byli zajęci próbowała się do niego dobić Aurelia. Przy czym 'dobić' oznaczało kilka nieodebranych połączeń i masa wiadomości na Messengerze. Tak, to była jedna z tych rzeczy, która go niezmiernie w Aurelii irytowała. Kiedy coś chciała często to musiało być już, teraz, zaraz. Nie zmieniała podejścia nawet jeżeli chodziło o seks. Iwo uśmiechnął się kącikiem ust. No tak, ta cecha mogła być po prostu dziedziczna, patrząc na na to co dzisiaj robił z jej bratem. Nie zmieniało to jednak faktu, że skoro już i tak nie byli razem jedna wiadomość czy telefon były wystarczającym ponagleniem. W końcu już nie był jej 'własnością'.
Iwo westchnął z miną cierpiętnika, włączając aplikacje i wystukując krótką informację do dziewczyny.
I: Umarł ktoś czy co, że tak do mnie nawalasz?
Nie trwało długo, jak telefon zabrzęczał, oznajmiając nadejście odpowiedzi.
A: Normalnie masz szybszy czas reakcji na wiadomości.
I: Zajęty byłem
A: Nawet jak jesteś zajęty. Oboje dobrze wiemy, że nie odpisywałeś tylko w dwóch momentach.
Chłopak wywrócił oczy do góry nogami. Jakoś wcześniej jej te opóźnienia nie przeszkadzały... zresztą nawet nie miał zamiaru się tłumaczyć. Nawet jeżeli się przyjaźnili, miał prawo do własnego życia. I sekretów.
I: No i?
A: Jesteś teraz u siebie?
I: Nie?
A: Gdzieś na mieście? Możemy się teraz spotkać?
I: Nie.
A: Nie, że spotkać czy nie, że na mieście.
I: Oba.
A: To gdzie ty tak właściwie jesteś?
Iwo już prawie czuł ten oskarżycielski wzrok na swojej osobie. Aurelia wcale nie była taka głupia i potrafiła zaskakująco szybko i dobrze łączyć ze sobą fakty. Chyba powinna iść w ślady swojego brata, bo mogła być idealnym prawnikiem. Albo prokuratorem.
- Co jest? – zapytał Kornel patrząc na skrzywioną twarz chłopaka, który od kilku minut zawzięcie stukał w swój telefon. Dodatkowym znakiem rozpoznawczym, że coś jest nie tak były ciągłe westchnięcia i fuknięcia w kierunku aparatu. Tak, zdecydowanie coś było na rzeczy.
- Nic… twoja siostra pyta gdzie jestem. - mruknął cicho chłopak, podnosząc wzrok znad telefonu i zerkając krótko na bruneta.
- I? co jej odpisałeś? - dopytał Kornel, cały czas skupiając się na drodze.
- Jeszcze nic… ale jeżeli mnie się aż tak czepia to nie chce wiedzieć, co ty będziesz mieć w domu – dodał Iwo, wracając wzrokiem na ekran telefonu.
- Może dziewczynom ciężej idzie rezygnacja z przyzwyczajeń? Wiesz, wcześniej miała cię tylko dla siebie. Z tego co wiem to po zerwaniu też trochę czasu razem spędzaliście. A jeżeli nie, to pewnie rozmawialiście - dokończył, co jakiś czas rzucając krótkie spojrzenie w stronę Iwa.
- Mhm - przytaknął cicho chłopak. Może faktycznie nadal był na każde skinienie Aurelii? Z tym, że ona teraz rzadziej tego 'skinienia' używała. - A co, jeżeli potrafi łączyć wątki? Może się skapnie, że ty i ja, w ciemnym zaułku...
- Wątpię - przerwał szybko Kornel.
- Mówisz, że nic nie podejrzewa?
- Myślę, że jedyną osobą, która jakkolwiek może połączyć sobie jakieś wątki jest Artur. On podejrzewa, że mam kogoś na boku, a głupi nie jest. Nie mniej jednak nawet jeżeli coś podejrzewa, to tego nie wygaduje na prawo i lewo. Znam go tyle lat, że tego akurat jestem pewien.
- A co, jeżeli będzie się chciał wątpliwościami podzielić z twoją siostrą?
- Nie ma takiej opcji, nie trzymają się aż tak ze sobą - odrzekł z niebywałą pewnością Kornel. Co jak co, ale był pewien, że najpierw ze swoim odkyciem Artur przyjdzie do niego. A wtedy będzie można pomyśleć, czy takie info należy propagować dalej czy też zdusić w zarodku. - Aurelia raczej nie powiąże ciebie i mnie.
- A jeżeli by powiązała?
- Nawet jeżeli, to nie jej interes kto komu i gdzie wsadza. – odrzekł poważnie Kornel. Co jak co, ale potrafił skutecznie uciszyć siostrę. Lata praktyki na coś się przydają.
- Jeżeli nie będziemy ostrożni może się na nas natknąć. – mruknął Iwo, przeczesując palcami włosy. W sumie mieli już określoną relację, ale na dobrą sprawę nie omawiali faktu, co by było gdyby Aurelia się dowiedziała. Chociaż w sumie… przecież zerwali, Iwo miał prawo do własnego życia. A jeżeli chciał dawać przysłowiowej dupy jej bardzo przystojnemu i hojnie obdarzonemu bratu, to był chyba jego wybór i to, czy dziewczyna to akceptowała czy nie, nie miało nic do tego
- No to się natknie. Ja nie widzę problemu. Poza tym pomyśl o jej szoku, kiedy zobaczyłaby cię jęczącego, rozłożonego przede mną – odrzekł Kornel uśmiechając się delikatnie, wyraźnie drocząc się z chłopakiem. – Może zainwestuje w jakieś zabawki, kneble czy coś…
- Może jednak będziesz tak słaby, że w ogóle nie będę jęczał tylko oglądał program w telewizji – stwierdził szybko Iwo, nie chcąc nadymać jeszcze bardziej ego bruneta.
- Będziesz jęczał, stękał i sapał, gwarantuje ci to – odrzekł poważnie Kornel. – A na koniec będziesz jeszcze sam prosił, żebym robił to mocniej.
- Zaczynasz się robić bardzo wulgarny i dominujący, kiedy rozmawiamy o seksie, wiesz? – wtrącił Iwo, odwracając twarz w stronę mężczyzny. – Nie martw się, nie przeszkadza mi to. Po prostu hm, takie twoje drugie oblicze czy coś?
- Tak myślisz? A może po prostu się hamuję za dnia? - stwierdził z przekąsem Kornel, zatrzymując się na światłach i patrząc sugestywnie na szatyna. - Może tak naprawdę kilka razy w miesiącu jestem bywalcem pokoju BSDM?
- Tak też może być – odrzekł Iwo starając się zachować poważny wyraz twarzy i kiwając głową. – A tak na poważnie - dodał po chwili - Wolę, jak mówisz wszystko otwarcie. W sensie… no kurde, sam wiesz, jak to jest z laskami. - dokończył, nie bardzo wiedząc jak to zachowanie ująć słowami.
- Taaa – zaśmiał się Kornel – miałem kilka, więc wiem. Trzeba uważać, żeby nie zwiała ci z wyrka, jak chcesz coś nowego zrobić. Swoją drogą jak wychodził Grey, to podobno był szał 'ach, zrób to ze mną w łóżku!', ale jak dochodziło do palca w tyłek, to zaraz wielki ból.
Iwo wytrzeszczył oczy. Takich rewelacji od Kornela się nie spodziewał.
- Skąd takie rzeczy zasłyszałeś? - zapytał, spoglądając ciekawsko na bruneta.
- Tu i tam, u kumpli. Miałem z tego niezły ubaw, bo nigdy nie miałem takich problemów - dodał mężczyzna uśmiechając się półgębkiem.
- Aż tak eksperymentowałeś w łóżku?
- Można tak powiedzieć. - stwierdził enigmatycznie Kornel.
- Powinienem się bać?
- Nikomu krzywdy nie zrobiłem i, z tego co mi wiadomo, nikt też nie narzekał. – dodał, zerkając znacząco na Iwa.
- Reklamujesz się?
- A muszę?
- Po tej dzisiejszej próbce chyba nie.
- No właśnie.


***

Artur siedział na klatce schodowej, wpatrując się w swoje buty i co jakiś czas zerkając na zegarek. Był święcie przekonany, że zasta Kornela u siebie, jednak bardzo się pomylił. Do tego nie mógł się z nim skontaktować, gdyż głos w telefonie odpowiadał, że abonent jest teraz poza zasięgiem. Czyli albo telefon mu padł albo stało się coś gorszego.
Zanim jednak zacznie pisać do Aurelii czy jej brat żyje postanowił poczekać na niego przed drzwiami. Może po prostu pojechał spotkać się z Iwem? To była oczywiście jedna z możliwości.
Blondyn uniósł głowę, gdy tylko usłyszał charakterystyczny dzwoneczek i dźwięk otwieranych drzwi od windy.
Kornel właśnie wychodził z dźwigu, sprawdzając stan swojego telefonu i burcząc do siebie jakieś słowa.
- Dawno tak nie było, żebyś wracał po pierwszej do domu - mruknął Artur, podnosząc się ze stopnia.
Kornel uniósł głowę, nie bardzo wiedząc w pierwszej chwili co się dzieje. Już po chwili jednak dostrzegł źródło cichego, męskiego i dobrze mu znanego głosu. Artur… Jeszcze chwilę temu cieszył się, że mężczyzna go praktycznie nie nachodzi. A mówili, nie wywołuj wilka z lasu.
- Hej - przywitał się niemrawo Kornel. - Nie sądziłem, że przydzielono mi opiekunkę, która pilnuje, żebym chodził spać o rozsądnych godzinach - rzucił brunet, przechodząc koło swojego przyjaciela jak gdyby nigdy nic. Przystanął przy drzwiach, przeszukując przez chwilę kieszenie w poszukiwaniu kluczy od domu. - Zdajesz sobie sprawę, że jak czegoś potrzebowałeś mogłeś dać znać rano? Albo po prostu napisać wiadomość. - dodał, wciskając klucze w zamek i przekręcając je z cichym szczęknięciem zamka. - Chyba, że przyjechałeś po coś innego.
- Zabrałeś moje papiery z pracy. Pomyliłeś kupki na biurku Pani Asi. – Artur podążył za przyjacielem w głąb mieszkania, uważnie mu się przyglądając. Chwila obserwacji w jasnym świetle przedpokoju wystarczyły, żeby jego uwagę przykuły lekkie, owalne zaczerwienienia w okolicach szyi i obojczyka. Co jak co, ale o tej porze roku komary były mało spotykanym zjawiskiem. A nawet gdyby były… Artur dobrze wiedział skąd takie ślady mogą pochodzić.
- I tylko dlatego koczowałeś przed moim mieszkaniem? - zapytał ze zdziwieniem Kornel, spoglądajac z wysoko uniesionymi brwiami na przyjaciela. Przyjazd po dokumenty o TEJ porze był najgłupszą wymówką, jako dało się słyszeć od dorosłego faceta. Już chyba dzieci kombinują lepiej, pomyślał brunet.
- No ekh – chrząknął cicho blondyn, drapiąc się po karku i spoglądając niepewnie na przyjaciela - Chciałem też z tobą pogadać.
- Aha – odrzekł mało rezolutnie Kornel, zdejmując buty i kurtkę. – Rozumiem, że o czymś konkretnym, prawda? I na dodatek poważnym... – zwrócił uwagę, uważnie mierząc przyjaciela. Nie, to nie był Artur, który chciał sobie tak po prostu pogadać.
- Możliwe, że o czymś konkretnym – mruknął blondyn, również rozbierając się w przedpokoju, starając się udawać, że nie słyszał końcówki zdania – Kuchnia? - zaproponował, kiedy Kornel dalej nie ruszył się z miejsca.
- Może być. - kiwną głową gospodarz, kierując się w stronę łukowatego przejścia - Kawa? Herbata? Piwo?
- Kawa – odrzekł Artur, kierując się za Kornele, rozglądając się przy tym ciekawsko – A Aurelia chyba śpi, sądząc po tym, że nie ma żadnego światła z jej pokoju. Ani nigdzie indziej. – rzucił od niechcenia. Może to i lepiej, że byli w tym momencie sami.
- Wątpię. – odrzekł lakonicznie Kornel, podchodząc do zlewu z czajnikiem i wlewając do niego wodę. - Gdyby była w domu już robiłaby mi burę za to, że wszędzie zapalam światła i ją budzę. Lekki sen i te sprawy - mruknął. - No i nie wiem czy zauważyłeś, ale nie ma jej butów i kurtki. Zakładam, że wyszła i wróci rano. Przy dobrych wiatrach - dodał, krzywiąc się lekko. – To o czym chciałeś pogadać?
- Mam w sumie dwie sprawy. Pierwsza z nich wyszła dość… niespodziewanie – odrzekł spokojnie Artur, siadając przy stole w kuchni i uważnie spoglądając na przyjaciela. Cóż, może lepiej, jak teraz mu zwróci niż ma to rano zrobić jego siostra.
- Niespodziewanie? – zawtórował Kornel, nie bardzo wiedząc o co chodzi.
- Szyja – odrzekł blondyn, pokazując palcem na swojej skórze miejsca, które odpowiadały umiejscowieniu zaczerwienień na szyi Kornela.
Brunet zmarszczył brwi, nie bardzo rozumiejąc o co chodzi.
- No? To co z nią?
- Dobrze by było, gdybyś jakoś zasłonił te malinkopodobne zaczerwienienia na szyi – odrzekł Artur – Fajnie chociaż było?
Kornel chrząknął, przecierając bezwiednie kark. Następnym razem zabije Iwo, jeżeli ten za mocno przyssie mu się do szyi. A mówił, że nic nie widać! Szlag, następnym razem będzie musiał do tego przywiązywać większą wagę.
- Oboje wiemy, że masz kogoś na boku – dodał poważnie Artur, wpatrując się uważnie w przyjaciela, po którym aktualnie widać było, że delikatnie stracił rezon.
- Już ci tłumaczyłem… - zaczął Kornel spokojnie, ale blondyn przerwał mu uniesieniem ręki.
- Tak, pamiętam, nie moja sprawa, ok. Tylko, że jeżeli już ukrywać, to umiejętnie. Jeżeli nie chcesz obwieszczać światu, że z kimś się spotykasz to powinieneś takie rzeczy zachowywać dla siebie. Wszyscy wiedzą, że nie jesteś pierwszym lepszym żigolakiem, który wyrywa panienki na prawo i lewo.
Artur nie był zadowolony z tego, co zaobserwował u Kornela. Nie zmieniało to jednak faktu, że nadal byli przyjaciółmi. Nawet fakt, że blondyn był zazdrosny o uwagę swojego przyjaciela, nie zmieniał tego, że Artur niejako czuł się odpowiedzialny za niego. Cóż, skoro nie mógł chwilowo 'podbijać' do Kornela, to może przynajmniej odbudują trochę niedawno nadpsute relacje.
- To jaki jest ten drugi temat, o którym chciałeś pogadać? – zagaił Kornel, chcąc ruszyć z dyskusją dalej, zostawiając temat malinek gdzieś w tyle. Nie miał zamiaru się tłumaczyć, ale był wdzięczny, że Artur nie wypytuje go o szczegóły. A przynajmniej póki co nie zaczął.
- Pomijamy temat, co nie? - rzucił blondyn z delikatnym uśmiechem, rozpierając się bardziej na krześle. - No ok, niech będzie. Ostatnio naprawdę robi nam się dużo roboty. Sporo więcej niż jesteśmy w stanie wziąć – kontynuował spokojnie Artur. Skinął głową, kiedy Kornel postawił przed nim kubek gorącej kawy.
- No tak. Dlatego części klientów odmawiamy. Albo informujemy o najwcześniejszym możliwym terminie.
- Aha. No właśnie, pieniądze same nam się pchają do łapy, a my je po prostu odrzucamy. Może warto by wziąć jeszcze kogoś?
Kornel zmarszczył brwi, upijając łyk kawy. Artur by tego nie proponował, gdyby nie miał już pomysłu.
- Kto i kiedy – westchnął cierpiętniczo brunet, opierając się o krzesło i patrząc z rezygnacją na Artura. Miał tylko nadzieję, że jeżeli kandydat będzie do bani to będzie w stanie wybić blondynowi ten pomysł z głowy.
- Stara znajoma przeprowadza się do Poznania w przyszłym miesiącu. Jest naprawdę dobra.
- Znajoma - powtórzył Kornel. - Przecież mamy wspólnych znajomych. Nie kojarzę, abyś był zaznajomiony z kimś z innego miasta.
- No ten - chrząknął Artur. - To była przelotna znajomość. Tak wiesz, przy okazji. I to kilka lat temu - dodał na swoją obronę. - Od tego czasu spotykaliśmy się na jakimś szybkim piwie, jak przyjeżdżałem do Warszawy.
- Jezu, chyba nie chciałem wiedzieć - westchnął Kornel, siadając naprzeciw Artura i opierając łokcie o blat stołu. - No ale niech będzie. - zgodził się. - Rozmawiałeś z nią już o tym?
- Tak – odrzekł szczerze Artur, starając się nie okazywać zbytniej ekscytacji swoim pomysłem. – Ale zaznaczyłem, że mój wspólnik musi wyrazić na to zgodę. I że to na razie taki dość luźny pomysł.
- Aha – odrzekł posępnie Kornel. Mógł się tego po swoim przyjacielu spodziewać.
- To jak, umówimy się z nią i pogadamy trochę, jak już przyjedzie?
- Możemy – westchnął Kornel przecierając oczy dłonią. – A jakieś imię i nazwisko, co by można ją w necie prześledzić i zebrać trochę informacji? - zapytał brunet, starając się nie wyglądać na aż tak zrezygnowanego.
- Marlena Wierzbicka. Ale woli skrót 'Lena'.
- Oby była dobra w swoim fachu - mruknął Kornel, upijając łyk kawy z kubka. - swoją drogą nie wiedziałem, że masz jakichś znajomych, o których nie wiem.
- Ty też mi nie mówisz o wszystkim.